Mogę wyjść do ludzi, bo na ludzi nigdy nie wyjdę cz.I

    Bardzo się rozleniwiłam na blogu, ale praca i chłopak pochłaniają zdecydowaną większość mojego czasu. Oczywiście bardzo się z tych obu powodów cieszę, jednak z zaniedbania bloga przez to nie akceptuje i tak być nie może ;-)
   Moje życie więc opiera się teraz głównie na odpowiadaniu na pytania typu: przepraszam, Pani tu pracuje?
I korci mnie powiedzieć: nie k*rwa wolontariat, ale jak na miłego sprzedawce przystało z uśmiechem na twarzy odpowiadam: tak, jak mogę Panu pomóc? Bo otóż klienci mają różne problemy i wiele pytań ich dręczy, na przykład: czy w sandałach można ćwiczyć fitness? Czy jest namiot dla psa? Czy te piłeczki do ping ponga mają jakieś specjalne właściwości? I numer jeden: czy te buty się rozbiją?
    Zastanawiam się czasami czy ja też się tak zachowuję w innych sklepach i czy inni ekspedienci później rzucają anegdotkami ze mną w roli głównej. O mojej pracy mogłabym rozmawiać chyba godzinami i w gruncie rzeczy lubię ją. Lubię również rozmawiać z ludźmi i pomagać im w wyborze nawet piłek do nogi (a w gruncie rzeczy nie jest to takie oczywiste jak mogłoby się wydawać) i cieszę się z każdego, nawet małego sukcesu typu sprzedanie pierwszej rakiety do tenisa, drogiego modelu buta do biegania razem z kilkoma akcesoriami, dzwonienie do klienta, że ten haft na bucie to da się radę zrobić i pochwała kierownika że dobry paragon. A satysfakcja z `dziękuję bardzo Pani za pomoc`- bezcenna!
    W międzyczasie jestem na etapie chudnięcia do urlopu (znów), robienia zakupów na urlop (każde wytłumaczenie z kolejnej bluzki jest dobre) oraz zapuszczania włosów do ślubu (a jeszcze nawet zaręczyn nie było). Zaczęłam biegać, nieco zdrowiej się odżywiać, polubiłam kaszę gryczaną i odkochałam się w coli i słodyczach. Czasami zdarzy mi się wybryk dietetyczny, ale jestem tylko kobietą więc wybaczam sobie minimalne i od czasu do czasu podjadanie. Co z tego że buła i parówa jak z pomidorem, rukolą i cebulką ;-)
   W robieniu zakupów jestem mistrzem, nawet do mojej szafy wpadły dwie (!!!) spódniczki, koszulki i spodenki. Pisałam przecież, że szykowanie garderoby na urlop idzie pełną parą Nie zabrakło również kilku kosmetyków. I kilku prób pomalowania paznokci, żeby wyglądały choć troszkę ładnie. A przecież pudełeczko z lakierami ugina się od zawartości... Uginają mi się również pudła z kosmetykami do ciała, zatem wyjęłam te pozaczynane kremy i będę się znęcać nad nimi i wykańczać.
           
   Tym oto postem postanawiam pisać nieco bardziej regularnie. Zatem, do następnego!

9 komentarzy:

  1. "Czy jest namiot dla psa?" może pracujesz w zoologicznym ale o tym jeszcze nie wiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha :P "czy te buty się rozbiją?" trzeba było odpowiedzieć: "tak są ze szkła :P" heheheh

    OdpowiedzUsuń
  3. mmm ale pyszności !


    ps. a u mnie? MOJE MAGAZYNOWE STYLIZACJE I MAKIJAŻE

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam to! Też jestem konsultantem w drogerii i niektóre klientki są świetne :D
    Narobiłaś mi ochoty na naleśniki ;)
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak pracowałam w Rossmannie to też trafiali mi się różni klienci. A najlepsze były babki co przychodziły po podkład i brały najciemniejszy kolor żeby stosować jako samoopalacz i nie dało im się wytłumaczyć, że podkład musi być dopasowany do cery :D A teraz niestety złożyłam wypowiedzenie, a innej pracy zero na horyzoncie :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie jest mieć satysfakcję z pracy, świetnie że doceniasz nawet te drobniutkie sukcesy :) Trzymam kciuki w zapuszczaniu włosów i tym ślubie :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Całe szczęście, że moja miłość do coli minęła już dawno. Teraz w sumie nie wyobrażam sobie jak ja mogłam to często pić...

    OdpowiedzUsuń
  8. pierogi z jagodami to mój wielki przysmak :) odchudzanie też ostatnio idzie mi gorzej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za chęć wyrażenia opinii :)
Postaram się odpowiedzieć komentarzem na komentarz :)