Foto III

   Dzisiaj post jakiego dawno nie było. Skoro blog nie jest konkretnie poświęcony żadnej tematyce, 
a ma służyć głównie mojemu rozwojowi, prezentuje dziś moje ostatnio robione fotografie. Nie są to cuda, ale może chociaż jednej osobie przypadną do gustu ;) Zdjęcia typowo kwieciste, kolorowe i mam nadzieję, że pozytywne :)


   A na koniec rosiczka :)

Top seriale: anglojęzyczne cz. II

Już sama siebie nazywam serialomaniaczką. Dzisiaj trochę o moich "nowych" obejrzanych podbojach.
 W poprzedniej części: KLIK

1. The Walking Dead
Skusiłam się na zombiaki. I mnie nie zawiodły :)  Bardzo fajny serial, i nie tak jak się wydaje wyłącznie
o zombie. Serial bardziej nie o tym jak przetrwać z nimi (zombiakami, bo to najmniejszy problem) a o tym, jak przetrwać z ludźmi (!). Fajna akcja była w pierwszym, drugim sezonie. Cały czas coś się działo. Trzeci sezon to już rozgrywki psychologiczne, logiczne. Trzeba mocno się skupić, żeby zrozumieć o co chodzi bohaterom. Jednak uważam, że serial doskonale zrobiony i można zobaczyć chociaż jeden odcinek- tak
 z ciekawości :)
 Kilka ciekawostek o serialu znajdziecie tutaj: KLIK



2. Breaking Bad
Zaczęłam oglądać chyba z nudy. Bratowa stwierdziła, że to 'smutny' film. Ciężko się z tym nie zgodzić, ale są momenty, gdy można zrywać tak zwane boki. Każdy film o uzależnieniu będzie 'smutny', jednak ten według mnie pokazuje takich typowych, stereotypowych narkomanach, dilerach. Tak jak mówię: film chwilami wzrusza, czasami bawi. Na pewno zaskakuje. W serialu widać też bardzo fajnie pojęcie przyjaźni. Ale nie takiej twarzą w twarz przyjacielem za plecami sk....elem. Chociaż chwilami mogłoby się tak wydawać.



3. Pamiętniki Wampirów
To jest to, co teraz oglądam. Im dalej to leci tym bardziej jestem zażenowana. Pierwszy sezon był miodzio. Trzeci już mnie nudzi. Typowa historyjka: nastolatka zakochuje się w wampirze. Ale intrygi, które tam się dzieją przyciągają (do pewnego momentu, bo rzadko się zdarza, aby 1345646 cześć serialu była ciekawa). Wampiry, czarownice, wilkołaki, duchy, sobowtóry: od zatrzęsienia tego. Wydaje mi się nawet, że za dużo. Taka trochę typowa sieczka mózgu. Oglądam dalej, bo ciekawa jestem jednak jak potoczą się losy
Stefana i Eleny.



4. Trawka
Serial o podobnej tematyce jak Breaking Bad. Z tym, że Nancy handluje trawką a nie metaamfetaminą. Taka subtelna różnica. Serial bardziej komediowy jak dramat. Genialny humor. Jednak znowu przesadzone historie, wręcz niemożliwe i nierealne. Czasami się zastanawiam, czy serio żyją tacy ludzie, jak pokazywani w tym serialu. Ale to Ameryka, wszystko się może zdarzyć.



Tyle obejrzałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Już nie wiem co oglądać dalej :)

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/6156563/?claim=ty2m9qx8np7">Follow my blog with Bloglovin</a>

Z bestii w piękną, czyli twarzowe maseczki.

   Dziś dość obszerny post na temat moich domowych zabiegów spa. Oczywiście tylko ich części. Bardzo lubię robić sobie maseczki na buzie, mogłabym bez końca! Ale jednak czasami warto znaleźć umiar i tym sposobem raz na jakiś czas w ruch idzie glinka. Bardzo lubię te z Ziaji, ale zaprezentowana niżej też daje rade.  Z algami morskimi nie miałam doczynienia raczej nigdy, aż do niedawna.
   Zapraszam do czytania :)

   Na pierwszy ogień idzie czerwona glinka z algami.





   Masywna, plastikowa biała buteleczka szczelnie zamykana na 'klik". Spokojnie można dostrzec ile produktu mam zostało.


  8,99 za 100g czyli całkiem nie dużo, ba! Nawet tanio ;) Maseczkę robiłam już kilka razy, a nic nie ubywa.


   Mnie osobiście kojarzy się z... cementem! Dręczy nos, ale można się przyzwyczaić, nie jest to zapach aż tak intensywny, żeby nie dało się usiedzieć tych 15 minut.


  Ot, lekko czerwony, różowy drobniutki proszek.


    Produkt bardzo przypadł mi do gustu. Skóra po nim jest wyraźnie gładsza, bardziej miękka i wygląda na zdrową. Zazwyczaj mieszam łyżeczkę tej glinki z kilkoma kroplami wody, a i to czasami jest za dużo! Trzeba szybko nakładać na buzie, bo w błyskawicznym tempie zasycha. Nie miewam uczucia "ściągania", łatwo się zmywa, nie brudzi ręcznika przy wycieraniu (chyba, że słabo zmyjemy- wiadomo). Dla mnie absolutny hit, chociaż wygląda się podczas zabiegu tak:


  Błotnisty potwór, ale przejdźmy do spiruliny ;)





  Tak jak i poprzednio: Masywna (ale nieco mniejsza niż w przypadku glinki), plastikowa biała buteleczka szczelnie zamykana na 'klik". W tym przypadku nie widać ile zostało nam proszku, trzeba zajrzeć do środka.


   4,99 za 10g.  Nie wydaje mi się to bardzo dużo jak za taki produkt, tym bardziej, jeśli zamawiamy coś jeszcze. 


   Troszkę odpychający, jak to algi... Ale da się przeżyć :) 



   Drobno zmielony, zielony proszek. Brudzi wszystko wkoło, buteleczka jest w środku cała zielona ;)


   Pierwszy raz zastosowałam spirulinę z jogurtem naturalnym, ale oprócz ufajtanej wanny, włosów
i ręcznika, nie było żadnych efektów. Podejście drugie: mieszanka z miodem. Twarz jest wyraźnie wygładzona i nawilżona, jednak nadal wyczuwalne są krostki, więc efektu super wow nie ma. No i wciąż trudno domyć... Ale ten widok wynagradza wszytko:

   Jak z filmu sado-maso :D

   A Wy próbowałyście kiedyś takich eksperymentów? :)

Produkty zakupiłam w sklepie internetowym:

New

   Hej :) Jak ja się cieszę, że znów jest wiosna! Na reszcie można chodzić bez grubych kurtek, kozaków, czapek, szalików itd. Zrobiło się tak szybko ciepło, że nie mam fajnych, pół eleganckich butów "na teraz", tylko adidasy. Ale jakoś nie lubię obcasów, koturnów, więc ciężko mi znaleźć coś na płaskim obcasie, może malutkim obcasiku, żeby było kobiece. Poszukiwania więc będą trwały. Ostatnio chciałam kupić zwykłe trampki, ale te najzwyklejsze kosztują około 40zł, więc to zdecydowanie ciężki wybór.
   Trudnego wyboru nie ma nigdy w SH, i stąd nowe dwie bluzki, które mam nadzieję zaprezentuje na sobie. Kupiłam również zegarek na allegro i po prostu jestem nim zachwycona :)




Aktualizacja włosowa.

  Dziś pokaże "nowe" włosy, bo już się do nich przyzwyczaiłam :) Oczywiście codziennie przez tydzień płukałam w rumianku i soku z cytryny, żeby pozbyć się fioletowo- zielonej poświaty. I chyba się udało :)


    Zakupiłam również olej lniany, który niesamowicie wygładził włosy i nabłyszczył, co widać na zdjęciu
u góry.  Plus do tego płukana z Mariona, która świetnie pachnie i chyba dograła się z olejem :) Masażer natomiast jest od Fafika :)

   Chciałabym zapuścić włosy, jednak idzie to dość opornie, niby rosną ale ciągle jeszcze mało. Znalazłam kalkulator długości włosów który stwierdził że 10 cm włosów przybędzie mi w 7 miesięcy. Czy całkiem niedługo :) Jeśli chcecie sprawdzić ile Wam zajmie zapuszczanie włosów do wymarzonej długości: KLIK  


Na deser psiaczek :)

Back in black.

   Podkusiło mnie. Z blondu, który miałam od jakiś 3 lat a wcześniej jeszcze z przerwami kolejne 3 lata, przyszalałam, chciałam zrobić sobie ładny, ciepły brąz. Zakupiłam więc farbę Loreal jasny beżowy brąz. Wyszedł mi kolor w sumie taki jaki powinnam mieć swój naturalny, ale czuje się Horpyna. Kolor wpada
w fiolet, jest jakby brąz ale taki popielaty. Nie wiem nawet jak to określić. No jakbym miała 55+.
Idę właśnie na płukankę rumiankowo-cytrynową. Może zejdzie trochę odcień i troszkę nabiorą połysku.
Mam nadzieję, że jak się ubiorę, pomaluję to mi ten kolor spasuje. Nie chcę się 'chwalić', bo aparat nie uchwyca moich odczuć :P