Stópki jak nowe!

   Hej! Znów miałam urwanie głowy, zdarzało się, że zostawała w domu. Ale mimo zabiegania i braku czasu wszystko idzie gładko i po myśli. Cały czas do przodu ;-)
    Atopowe zapalenie skóry i stanie całymi dniami nie sprzyjają w dbanie o piękne stopy. Całe szczęście pojawiły się w mojej kosmetyczce kremy She Foot. Gwarantują na prawdę natychmiastową pomoc w pielęgnacji szorstkich, popękanych i nie odżywionych stopach.  Dziś na tapecie kosmetyk, który pokochałam razem z rodziną od pierwszego użycia. Serio!

Shiny Box sierpień 2014

   I jest kolejne Shiny Box u mnie. To z tamtego miesiąca wywołało u mnie skrajne emocje. Od podniecenia do rozczarowania. Przy tym byłam sceptycznie nastawiona na to, co znajdę w środku. Odczucia znowu rozbieżne. Zobaczcie co znalazłam w tym pięknym pudełeczku na sierpień:

Wakacyjne spotkanie blogerek w Krakowie: 2 sierpnia 2014 cz.III

Kolejna, ostatnia część relacji ze spotkania z dziewczynami w Krakowie. Przypominam poprzednie posty: TUTAJ oraz TUTAJ. Dzisiaj na temat upominków, które otrzymałyśmy do testowania. Upominki są miłym akcentem spotkania, ale oczywiście nie najważniejszym. Miło jest coś dostać w prezencie, niespodziance. Bo jadąc na spotkanie nie wiedziałam co dostanę i w jakich ilościach, najważniejsze było spotkać się z dziewczynami oraz dać coś od siebie dla dzieciaków. Ale  tym pisałam poprzednio.

Oto co otrzymałam:

Wakacyjne spotkanie blogerek w Krakowie: 2 sierpnia 2014 cz.II

    Poprzednio było ogólnie na temat spotkania, tym razem o jego celu. Każda z nas przyniosła prezenty dla dzieciaków ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie- Prokocimiu.

   Oto firmy które przekazały upominki dla dzieciaków

Wakacyjne spotkanie blogerek w Krakowie: 2 sierpnia 2014, cz.I

   Cześć! W końcu, po dwóch tygodniach mam dłuższą chwilę tylko dla siebie, komputera i kosmetyków. Najpierw urlop, zaraz później praca i ani chwili wytchnienia.    Dziś, jutro i kolejnego dnia będą na blogu bardzo zaległe relacje z przemiłego spotkania w którym miałam wielką przyjemność uczestniczyć. Celem spotkania było wsparcie jednego ze szpitali dla dzieci w Krakowie. Całe spotkanie zorganizowała Gosia a kilka godzin przesiedziałyśmy w Greckiej Tawernie Hellada.
   Spotkanie umilały sam soki Grande oraz babeczki wyrobu Dominiki. Pierwszy raz piłam sok 100% z pigwy czy granatu i muszę stwierdzić, że są na prawdę pyszne, aczkolwiek lekko rozrobione z wodą smakują mi lepiej. Natomiast babeczki od Dominiki to majstersztyk, palce lizać!
W spotkaniu udział wzięły:
Aldona
Ania
Kasia
Gosia
Kasia
Karolina
Dominika
   Grono skromne, ale takie spotkania są najlepsze. Można swobodnie porozmawiać, nie przekrzykując się i zamienić kilka zdań z każdą z uczestniczek. W dodatku plotki, ploteczki, sensacyjki z świata blogosfery w zasięgu ręki. Mężczyźni tego nie zrozumieją ;-)

Sylveco, krem brzozowy z betuliną

   Sucha i jasna skóra to mój chyba jedyny spadek po babci. Jest lato, więc córka młynarza zaraz się zamieni w blond Pokahontas, ale sucha skóra to troszkę więcej problemów. Miałam niedawno czas w swoim życiu, gdzie łuszczyłam się na całym ciele. Pod kolanami, na ramionach, na głowie, między piersiami, na stopach i na prawdę nie było miejsca gdzie znalazłabym nawilżony kawałek ciałka. O tym co przyniosło ukojenie dla skóry głowy oraz reszty ciała innym razem, dzisiaj to co pomogło na twarzy.

Złoty peeling-masaż drenujący

   Z moją systematycznością bywa różnie. Jednak gdy na moje możliwości zaczęłam względnie często i regularnie biegać, po każde kąpieli aplikuje na siebie peeling na uda, tyłek, boczki i brzuch żeby troszkę przyspieszyć spalanie sadła. Akurat pierwszy w kolejności stał peeling od Eveline otrzymany na jednym ze spotkań blogerek. Aby wzmocnić działanie do aplikacji używam szorstkiej rękawicy z Rossmana. O rękawicy będzie więcej, jak zauważę poważniejsze efekty.

Mogę wyjść do ludzi, bo na ludzi nigdy nie wyjdę cz.I

    Bardzo się rozleniwiłam na blogu, ale praca i chłopak pochłaniają zdecydowaną większość mojego czasu. Oczywiście bardzo się z tych obu powodów cieszę, jednak z zaniedbania bloga przez to nie akceptuje i tak być nie może ;-)
   Moje życie więc opiera się teraz głównie na odpowiadaniu na pytania typu: przepraszam, Pani tu pracuje?
I korci mnie powiedzieć: nie k*rwa wolontariat, ale jak na miłego sprzedawce przystało z uśmiechem na twarzy odpowiadam: tak, jak mogę Panu pomóc? Bo otóż klienci mają różne problemy i wiele pytań ich dręczy, na przykład: czy w sandałach można ćwiczyć fitness? Czy jest namiot dla psa? Czy te piłeczki do ping ponga mają jakieś specjalne właściwości? I numer jeden: czy te buty się rozbiją?
    Zastanawiam się czasami czy ja też się tak zachowuję w innych sklepach i czy inni ekspedienci później rzucają anegdotkami ze mną w roli głównej. O mojej pracy mogłabym rozmawiać chyba godzinami i w gruncie rzeczy lubię ją. Lubię również rozmawiać z ludźmi i pomagać im w wyborze nawet piłek do nogi (a w gruncie rzeczy nie jest to takie oczywiste jak mogłoby się wydawać) i cieszę się z każdego, nawet małego sukcesu typu sprzedanie pierwszej rakiety do tenisa, drogiego modelu buta do biegania razem z kilkoma akcesoriami, dzwonienie do klienta, że ten haft na bucie to da się radę zrobić i pochwała kierownika że dobry paragon. A satysfakcja z `dziękuję bardzo Pani za pomoc`- bezcenna!
    W międzyczasie jestem na etapie chudnięcia do urlopu (znów), robienia zakupów na urlop (każde wytłumaczenie z kolejnej bluzki jest dobre) oraz zapuszczania włosów do ślubu (a jeszcze nawet zaręczyn nie było). Zaczęłam biegać, nieco zdrowiej się odżywiać, polubiłam kaszę gryczaną i odkochałam się w coli i słodyczach. Czasami zdarzy mi się wybryk dietetyczny, ale jestem tylko kobietą więc wybaczam sobie minimalne i od czasu do czasu podjadanie. Co z tego że buła i parówa jak z pomidorem, rukolą i cebulką ;-)
   W robieniu zakupów jestem mistrzem, nawet do mojej szafy wpadły dwie (!!!) spódniczki, koszulki i spodenki. Pisałam przecież, że szykowanie garderoby na urlop idzie pełną parą Nie zabrakło również kilku kosmetyków. I kilku prób pomalowania paznokci, żeby wyglądały choć troszkę ładnie. A przecież pudełeczko z lakierami ugina się od zawartości... Uginają mi się również pudła z kosmetykami do ciała, zatem wyjęłam te pozaczynane kremy i będę się znęcać nad nimi i wykańczać.
           
   Tym oto postem postanawiam pisać nieco bardziej regularnie. Zatem, do następnego!

Koniec końców czyli denko cz. VII

   Nie cierpię tych zastojów na blogu spowodowanych chronicznym brakiem czasu spowodowanym przez prace. Ale nie narzekam, bo hajs się zgadza ;-)
   Również przez brak czasu, używam w większości kosmetyków, które działają natychmiast i nie muszę czekać godzinami na wchłonięcie. To uzbierało mi się przez kwiecień i maj:

Top seriale: angielskojęzyczne cz. IV

Ostatnio mam bardzo mało czasu na oglądanie nowych filmów a co dopiero seriali. Nie wiem cóż nowego się kręci i nawet nie wiem co jest na topie. Oprócz tych trzech dziś prezentowanych.
Poprzednie części: 1, 2, 3

1. Gra o tron (Game od Thrones)
   Ostatnimi czasy mój numer jeden. Bezapelacyjnie. Niesamowite zwroty akcji, napięte sytuacje i zaskakujące intrygi. Nie ma tu postaci idealnie dobrych i nie każdy bohater ma zapierającą dech w piersi aparycje. Serial opowiada historię kilu rodów których przedstawiciele snują plany alby zdobyć tron i władać całym królestwem.
   Jeśli natmiast chodzi o aktorów, stanęli na wysokości zadania. To jaką metamorfozę od początku filmu przeszedł Jamie- mistrzostwo. Nie ma co się jednak przyzwyczajać do swoich ulubionych postaci, autor książki Georg R. R Martin już zadbał o odpowiednie losy dla naszych ulubieńców. I najważniejsze: SMOKI. Tak! Daenerys ma SMOKI ;-)

2. Hannibal
   Świetny serial psychologiczny z dużymi elementami podchodzącymi pod horror. Pełen mrocznych akcentów i najgłębszych wędrówek w głąb naszego umysłu.  Każdy wie z kim kojarzy się Hannibal i dokładnie taką rolę gra Mads Mikkelsen. Oczywiście nie jest to kopia roli Hopkinsa, Lecter z serialu jest całkowicie inny niż ten z filmu. Aczkolwiek nie mówię, że gorszy! Jest inny, równie wciągający, zaskakujący i hipnotyzujący.
Serial to głownie zagadki kryminale, które jeden z głównych bohaterów- Will, agent pomocniczy FBI pomaga rozwiązać. Z czasem jednak wszystko się komplikuje.
Polecam serdecznie dla widzów o mocnych nerwach i niebrzydzących się najdziwniejszymi formami uśmiercania.

3. Detektyw (True Detective)
    Serial całkiem nowy, wyszedł dopiero jeden sezon, także z niecierpliwością czekam na premierę kolejnego.
   Co mnie zachwyciło? Chyba zwyczajnie lubię seriale kryminalne. Tutaj akcja opiera się na jednej tajemniczej,równie mrocznej zagadce którą rozwiązać stara się dwóch detektywów. I znów, gdy wydawałoby się że wszystko zaczyna się układać, wszystko się komplikuje. Plus za obsadę oraz nie pieszczenie się z dialogami. W końcu faceci mówią jak faceci!

   A jakie są Wasze ostatnio ulubione seriale?

Żeby tapety było mniej, czyli moja pielęgnacja twarzy

    Bo chyba o to chodzi, żeby makijaż podkreślał urodę a nie maskował kontury twarzy. Na prawdę podobamy się bardziej facetom (tym prawdziwym) kiedy jesteśmy w 99% naturalne. Ten jeden procent to drobne poprawki typu ufarbowane włosy (przecież też musimy mieć coś od życia) czy zamaskowanie tej wielkiej diody na czole. Nikt nie jest doskonały i każda z nas ma większe bądź mniejsze problemy skórne.
   Akurat z moją twarzą nie jest najgorzej jeśli chodzi o trądzik, bo mam skórę suchą, lekko naczynkową, która szybko zmienia kolory z bladego na czerwony. Plus do tego mam jasne brwi i rzęsy. I chociaż nie bardzo lubię się malować, żeby wyglądać względnie kobieco te rzęsy dziabnę tuszem. Brwi malować nie lubię wiec zwyczajnie robię hennę. Teraz jednak zawzięłam się i smaruję brwi olejkiem rycynowym. Może wzmocnią się i przyciemnieją (tak, wierzę w cuda).
   Od ponad miesiąca, kiedy minęła chandra zimowa i przesilenie wiosenne, wzięłam się za porządki z moją cerą. Teraz jest dużo mniej zaskórników, skóra mniej zmienia kolory i jest względnie nawilżona. Zdarzają się pojedyncze wypryski, ale szybko się goją. Czemu to zasługuję? Staram się pić więcej wody, zielonej herbaty oraz pokrzywy i skrzypu. Pożeram również siemię lniane. Jednak nie jest to jeszcze regularne. Regularnie, systematycznie oraz nawet kiedy mi się nie chce (z drobnymi odskoczniami), używam właśnie tego:

Peeling nawilżający do rąk od Eveline

    O tym, że nie lubię kremować rąk wiedzą chyba niemal wszyscy. Wyjątek stanowił krem z Tołpy, ale nie widziałam go dawno w promocji (tak, skąpa jestem) więc nawilżanie dłoni poszło na daleki plan. Ale że pracuję w miejscu takim a nie innym, skóra na kończynach górnych lubi się przesuszać. Z drobną odsieczą idzie wtedy peeling do rąk 8w1 od Eveline.

Kolastyna Refresh- płyn do demakijażu oczu

   Los chciał, że nie miałam zbyt dużo pieniędzy, a akurat skończyły mi się specyfiki do demakijażu oczu. Bo jeśli nawet skórę twarzy oczyszczę żelem czy mydłem, tak zmyć rzęsy tymi cudami trudno. Tak! Jeszcze jest sposób z kolonii w Jarosławcu! Rzęsy potraktować najzwyklejszym kremem z Nivea. Tusz cudnie schodzi z rzęs bez większych podrażnień. Ale może nie cofajmy się 6 lat wstecz...
   Zatem potępiona przez zbieg wydarzeń, weszłam do outletu kosmetycznego w moim cudownym świętym mieście i moim oczętom ukazał się właśnie ten płyn do demakijażu oczu z Kolastyny. Razem z małą tubką balsamu do ciała kosztował nie więcej jak 10zł.

Joanna rzepa: czy aby na pewno kuracja wzmacniająca?

   Nieustannie od jakiegoś dłuższego czasu męczy mnie znowu zapalenie skóry. Okropne swędzenie, krostki i coś w rodzaju łupieżu na głowy doprowadza mnie do furii. Zwieńczeniem tego była wizyta w dermatologa a raczej mocne rozjuszenie byka w mej postaci. Zdało się słyszeć tylko `niestety karta nie odczytuje, musi pani iść do NFZ i wyjaśnić` i `k*rwa mać` brzmiące w mojej głowie.
   A pogorszyło się oto przez ten płyn w tej świetnej buteleczce.

Pietruszka+jabłko=duet idealny

   Czasami oprócz flaczków, spaghetti, kfc oraz słodkich bułek i popcornu jadam nieco zdrowiej. Szczególnie jak kilka osób mi powie że jest mnie nieco więcej :-) Ale niekiedy pewne osoby wady potrafią przemienić w zalety, twierdząc że kochanego ciałka nigdy za wiele. Chociaż wolałabym jednak mieć go nieco mniej, zatem wracam do tego zdrowszego jedzenia i większej aktywności fizycznej. Nie wiem co będzie trudniejsze.

Spotkanie blogerek Częstochowa

   Cześć! Bardzo `świeży` post, bo dotyczy wczorajszego spotkania dziewczyn blogujących kosmetycznie i modowo w Częstochowie. Byłam sprawcą całego zamieszania bo nie widzieć się tak od listopada toż to wstyd przecież! Aktualizacja na pół roku to zdecydowanie za rzadko. Tak więc liczę na kolejne spotkania i prędkie zobaczenie się znowu ;-)
Przyjechały z dalszych lub bliższych okolic te oto niewiasty:

Koniec końców czyli denko cz.VI

   Chciałam przejść od razu do postu właściwego, ale nie zawsze robi się to co się zaplanuje. Nie miałam w planach ostatnio wielu rzeczy, które i tak mi się przydarzyły. Z kilku jestem bardzo zadowolona. W końcu coś zaczyna się układać, pochłaniam wiosnę całą sobą i mam nadzieję, że wiosna będzie już do lata, bez ataków zimy ;-)
1. Odżywka do włosów rozmaryn i liść oliwny, Garnier- służyła mi raczej na szybko, żeby włosy łatwiej się rozczesywały i w tym sprawdział się doskonale.
2. Płyn micelarny, Dermedic- wydajność słaba, ciężko mi było domyć ślepia a w dodatku to zamykanie. Połowa mi się wylała... Tak, to może być i moja niezdarność.
3. Tonik oczyszczający, Loreal- Szybko i skutecznie usuwał makijaż. Nie szczypał ani innych dziwnych zagrywek nie miał.
4. Wake me up, Rimmel- faktycznie całkiem przyjemny podkład. Ładnie rozświetlał, nie podkreślał skórek, wyglądał naturalnie.
5. Oliwka dla dzieci, Babydream- Służyła raczej do włosów, które później były miękkie i gładziutkie, milutkie i ooooo naj ;-)
6. Zmywacz do paznokci, Isana- tutaj chyba nie trzeba nic pisać :-)
7,8. Żel pod oczy, Flos Lek- I ten z bratkiem i zieloną herbatą ładnie rozjaśniały cienie, nawilżały. NIe miałam żadnych podrażnień.
9. Żel do kąpieli, Orginal Source- Zapachy miażdżą! Piana też tworzy się cudna. Miodzio!

   Tylko tyle z dwóch miesięcy... Słabo coś, chyba po prostu wszystko inne mam na wyczerpaniu ;)

Cała prawda o witaminach i minerałach cz.I

   Zdrowie przede wszystkim! Ale czy łykając kolejną tabletkę suplementu witaminowego zbliżamy się do idealnego stanu naszego ciała i umysłu? Kto NIGDY nie skusił się i nie łykał żadnych witamin w kapsułkach proszę ręka do góry. Niemal każdy z nas kiedyś wybrał tę drogę i pewnie nie jeden raz jeszcze wybierze. Ale nie ma nic w tym złego jeśli będziemy robić to z głową i umiarem.
Najlepiej byłoby zrobić sobie badania krwi, które w dość szybki i prosty sposób wyjawią czego brakuje naszemu organizmowi i wtedy uzupełniać niedobory. Ale czasami widzimy gołym okiem że, coś jest nie tak, jak na przykład wypadające włosy, skurcze mięśni czy pęknięcia w kącikach ust. Oczywiście obserwacja swojego ciała i badania to idealne połączenie, jednak czasami możemy zaryzykować kuracją witaminową. 
Nawet jeśli odżywiamy się zdrowo, nie pijemy słodkich, gazowanych napojów, nie jemy masy przetworzonej żywności, nie palimy a w zamian regularnie spożywamy warzywa, owoce, ryby itd., to i tak zdarzy się, że jakiejś witaminy potrzeba bardziej, więcej. 
   Tym sposobem sięgamy po witaminy i minerały w tabletkach, kapsułkach i innych przetworzonych cudów farmacji. To na prawdę może przynieść i przynosi efekty jeśli tylko będziemy pamiętać o kilku zasadach.
   Podobnie jak czytamy z czego składa się szampon, koszulka czy zupka chińska, tak samo powinniśmy czytać co znajduje się w suplementach diety. Bo to nic innego jak związki chemiczne, które mają na siebie różne oddziaływania. Jedna para będzie pomagać sobie nawzajem przy wchłanianiu do organizmu (SYNERGIZM), a inna skutecznie to sobie będzie uniemożliwiać (ANTAGONIZM). Istotne jest również to czy w tabletce nie znajduje się cukier, barwniki i inne sztuczne składniki. Bezpieczny suplement to ten naturalny. Unikajmy również minerałów nieorganicznych. Są bardzo słabo wchłanialne. Nie muszę chyba wspominać o dacie spożycia.
    Ważna jest również forma w jakiej spożywamy suplementy oraz porę dnia kiedy to robimy. Organizm lepiej i szybciej wchłonie minerały i witaminy w formie płynnej niż tej w tabletkach. Również istotną rolę gra powłoczka. Proszkowane tabletki rozpuszczą się szybciej niż te powlekane. Jednak jeśli chodzi o np. magnez lepiej żeby był właśnie powlekany, to pozwoli mu dostać się do jelita. To tam właśnie najpewniej się przyswoi. Absolutnie nie można dzielić tabletek na części. Kiedy jeść i w jakiej ilości takie wspomagacze? Wszystkie potrzebne informacje powinny znaleźć się na opakowaniu, jednak w większości będzie to przy posiłku lub zaraz po. Suplementy warto (jeśli jest ich kilka) jest popijać oddzielnie, szklanką wody. Herbata, soki czy inne napoje mogą zmniejszyć wartość i zalety suplementu.
   Tak na prawdę suplementy uzupełniające niedobory witamin i minerałów nie są niezbędne. To dobre rozwiązanie jeśli nie mamy czasu, żyjemy w ciągłym biegu. Przecież nic nie zastąpi zrównoważonej i zbilansowanej diety :-) Kolejne posty przydadzą się przy łączeniu w pełni naturalnych produktów oraz przy wybieraniu suplementów z apteki.   

Spotkanie blogerek- Częstochowa

Cześć! Dzisiaj przychodzę z niespodzianką. W związku z tym, że dawno się nie widziałyśmy, zapraszam na kolejne spotkanie w Częstochowie. Miejsce jeszcze nie jest ustalone w 100% ale na pewno będzie to centrum miasta. Mam nadzieję, że wszystko wypali dnia 19 kwietnia 2014 14 kwietnia. W godzinach około południowych. Bardzo proszę zgłoszenia wysyłać do 17 marca na adres niżej podany w treści wpisując adres swojego bloga, imię i nick. 
zlot@cukieras.net 

Jak najbardziej proszę o wklejanie banera, aby zasięg odbioru był znacznie większy ;) Wiem, słaby, ale zawsze to coś ;-)

Razem z Gosią przewidujemy upominki, atrakcje i duuuuuużo plotek :-) Tak więc czekam na zgłoszenia blogerek zarówno urodowych jak i modowych, które tego dnia będą mogły się spotkać ;) 

Nowości w pudle z kosmetykami zwanym kosmetyczką

   Dobra. Znowu mnie poniosło z zakupami. Dobra, miałam nie kupować. Ale przecież tego mi brakuje, to mi potrzebne, a to po prostu ładne. Chyba dołączam się do NAOMI. Zdecydowanie. Jeszcze tylko kupię coś do demakijażu i strefa wolna od zakupów.




   Żel kojący zaczerwienienia z  Pharmaceris był za 14,99 w Superpharmie a że mam ostatnio mały problem z tym, zainwestowałam. Obym się nie rozczarowała. Dermomask to moje ulubione maseczki i co z tego że 30+ ja mam teraz przebarwienia i czerwone ryło. Kupione również w SP za skandaliczne 5,49 ale Hebe w moim świętym mieście zamknięte z powodu remontu i nie wytrzymałam, kupiłam. 
   Odżywkę z Glisskura chyba miał każdy, ale nie ja. Więc dobra, daje to 9,99. Przecież to nie majątek. W outlecie kosmetycznym za siedem zyla w moje ręce trafił jedwab z Green Pharmacy. Luuuubię to. 
   Różowe lakiery to konieczność, mimo, że mam już ich dziesiątki. Golden Rose RICH COLOR (szkoda że ja nie jestem RICH chyba że ten z Foresterów) i to słodkie różowiątko z Paese <3 
   Kosmetycznie to chyba tyle z ostatnich tygodni. Szmaty, tzn. ciuchy kupuję bez wahania, bo jak nie teraz, to kiedy :)


Miłość od pierwszego posmarowania czyli regenerujący krem- koncentrat do rąk, Tołpa

   -20 stopni na dworze, a ja- inteligentna młódka, bez rękawiczek. Chyba wiadomo co mi się przytrafiło z tego tytułu. Tak, otóż to: suche, szorstkie, popękane dłonie. Od zawsze mam bzika na punkcie dłoni i paznokci więc to był cios w serce- szorstkie dłonie. Nigdy żaden krem nie pomagał mi ze spierzchniętymi dłońmi, aż do czasu kiedy bratowa pokazała mi to cudo:






   

Koniec końców czyli denko cz.V

   Miesiąc zaczynam od końca, czyli krótko mówiąc, jak w tytule: denko.

 1. Odżywka awokado, masło karite, Garnier- Nigdy wcześniej nie miałam tego specyfiku i raczej mnie nie zachwycił. Za to włosy po nim dobrze się rozczesywały.
2. Szampon do włosów, Babydream- delikatny i jednocześnie dobrze oczyszczający szampon. Dobry do codziennej pielęgnacji nie tylko włosów.
3. Jedwab w płynie, Green Pharmacy- mega wydajny! Miałam go dobre pół roku. Włosy po nim się tak nie puszą, chroni je przed szkodzącymi czynnikami z zewnątrz. I ładnie pachnie :-)
4. Szampon ziołowy, Fitomed- o tym była mowa TUTAJ
5. Maskaz jedwabiem, Kallos- długo męczyłam ten słój. Nie żałowałam maski na włosy. Zapach mnie nieco drażnił, włosy się dobrze rozczesywały ale efektu wow u mnie nie było.
 6. Żel do higieny intymnej, Lirene- bardzo sobie chwalę, doskonale odświeżał, łagodził podrażnienia i nie wysuszał.
7. Olejek do kąpieli, Yves Rocher- pięęęęęęęękny zapach i przyjemna piana. Niestety mało wydajny, ale za to cudownie odpręża i nawilża skórę.
8. Płyn do kąpieli, Orginal Source- czekolada i mięta, cudo! Aż się rozmarzyłam na myśl o kąpieli z tym cudem!
9. Antycellulitowy żel do mycia ciała, AA- gwarantuje orzeźwiającą kąpiel, jednak nic więcej poza czystością nie powoduje ;-)
10. Tonik antybakteryjny, Ziaja- jak na moje problemy z cerą jest wystarczający.
11. Plyn micelarny, BeBeauty- hit biedronkowy, cóż więcej pisać. To moje drugie i na pewno nie ostatnie opakowanie.
12. Krem głęboko regenerujący, Ziaja- O tym będzie więcej, bo jestem nim zachwycona!
13/14. Zmywacz do paznokci, Eveline/Delia- Obydwa produkty według mnie mają jeden poziom. Ten poziom na kórym jest Isana chyba nic nie pobije.

   Uzbierało się nieco przez grudzień i styczeń. Muszę pokończyć to co zaczęłam w końcu. Jeszcze trochę starości mam w pudłach :) Jak wasze denka?

Duet do włosów przetłuszczających od Fitomed

   Jakiś czas temu otrzymałam do testowania szampon i odżywkę Fitomed do włosów tłustych. Jako, że przez jesień, zimę oraz czapki i siedzenie godzinami w klimatyzowanych pomieszczeniach, skóra głowy przestała być posłuszna i włosy zaczęły się szybciej przetłuszczać, sięgnęłam po ten właśnie duet.

Z żaby w księżniczkę czyli maseczka Dermaglin

   Ahoj marynarze!
Przez chwilę byłam szczurem lądowym, ale wracam na okręt i znów będę wilkiem morskim!
   Natłok zdarzeń, pracy i brak czasu na cokolwiek spowodował, że zaniedbałam tylko blog, ale
i siebie. Pomyślałam więc, że jeśli wrócę do regularnego pisania, wróci razem z tym systematyczne dbanie o swoją fizyczność, psychikę i samopoczucie.
   Mam bardzo dużo zaległych postów do opublikowania i mam nadzieję, że w końcu znajdę czas na to wszystko. Ale nie o tym dziś, zatem zapraszam do lektury.

   Tak jak wspomniałam wyżej, przez zaniedbania i złe nawyki odżywiania, moja cera znacznie się pogorszyła. Nie mając czasu na codzienne ceregiele, które dają świetne efekty, postawiłam na maseczki. Jedną z moich ulubionych jest ta z Dermaglin. Do wyboru jest oczyszczająca, do cery dojrzałej oraz trądzikowej. Skusiłam się na tą ostatnią mimo, że trądziku jako takiego nie mam, ale pojedyncze wypryski, które długo się goją i no bądź co bądź ozdobą nie są. Poza tym moje zatkane pory aż się prosiły o mocniejszy atak.

   Normalna cena czyli niewiele mniej jak 6zł nie zachęcała, jednak promocja w Rossmanie (niewiele ponad 4zł) skusiła mnie na zakup dwóch saszetek, które starczają na 4 użycia. Może i byłoby z tego więcej, ale glinka zasycha błyskawicznie w otwartej saszetce. Dwa dni i praktycznie nic nie można z niej wycisnąć, a konsystencja jest dość gęsta, więc powinno starczyć na długo dłużej. Jednak i tak uważam, że jest warta ceny regularnej.

   Kaolin Clay, Aqua, Propylene Glycol, Aloe Barbadensis Extracts, Avena Sativa Bran Extract, Dehydroacetic Acid. 
   Krótki skład zachęca, bo jest w nim biała glinka, ekstrakty z aloesu i owsa oraz dwa składniki chemiczne, które nie są szkodliwe dla naszej skóry, ale mogą wywołać reakcje alergiczne. U mnie dzieje się to jednak, kiedy przytrzymam za długo maseczkę. Producent mówi o 20 minutach, ja czasami jak się zapomnę trwa to i godzinę, dzięki czemu mam oczyszczoną twarz- owszem, ale zaczerwienioną i przesuszoną. Te 20-30 minut działa cuda- czyli kiedy korzystamy zgodnie z zaleceniami. Skórę mam wtedy gładką, czystą, wyraźnie jaśniejszą i promienistą. Maseczki nakładam zwykle wieczorem, więc zaraz po umyciu i  stonizowaniu skóry nakładam krem z Ziaji z witaminą C. Rano twarz jest w stanie niemal doskonałym. W procesie maseczkowania jednak jest się żabą:
   Maseczka tak jak mówi producent oczyszcza, złuszcza stary naskórek, odżywia, wpływa na zmniejszenie krostek i zapobiega powstawaniu nowych. Skórę mam mieszaną  ale trądziku brak. Sporadyczne krosty i zatkane pory- owszem. Skutecznie z tym walczy. Jednak jeśli nie doda się do pielęgnacji podstaw- nic nie pomoże na dłuższą metę.