Koniec końców czyli denko cz.III

   Cześć! Koniec miesiąca się zbliża, więc oczywiście pojawia się denko. Zużycia są z dwóch miesięcy, jakimś sposobem bardzo mało zużyłam, chociaż pielęgnowałam się codziennie. Chyba mam wydajne kosmetyki po prostu. W sumie to dobrze, ale minusem jest, to, że w tej notce mało pokażę.



1. Drożdżowa maska do włosów Babuszki Agafi pojawiła się na blogu w TYM poście.
2. Nagietkowy tonik z Ziaji sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Ładnie pachnie, dobrze odświeża i zbiera wszystkie zanieczyszczenia ze skóry.
3. Przyspieszacz opalania podobnie jak tonik, jest z Ziaji. Moim zdaniem to najlepszy tego typu specyfik. Troszkę tłustawy, więc nie polecam jeśli ktoś się psika i zaraz założy czyste ubranie.
4. Rumiankowa pomadka z Altery. Za taką cenę- cudo. Ja stosowałam ją głównie na rzęsy i brwi. Działała całkiem przyjemnie- włoski nieco się zagęściły i wydłużyły.
5. Zmywacz do paznokci od Eveline- całkiem przyjemny produkt. Nie śmierdzi przy zmywaniu i jednocześnie robi to bardzo dobrze. Ma fajny dozownik z pompką. 

   Jak widać- mało mi się tego uzbierało. W kolejnym odcinku na pewno będzie tego więcej- widzę po buteleczkach, że kilka kosmetyków jest na konkretnym wykończeniu. 

Urodzinowe rozdanie

   Hej! Na dzisiaj przygotowałam małe rozdanie. Prowadzę blog już rok, więc to doba okazja na małą zabawę.  Zatem zapraszam do zapoznania się z nagrodami i zasadami :)
1. Krem pod oczy Rival de Loop
2. Płyn do demakijażu Maybeline
3. Krem BB Eveline
4. Suchy szampon Farmona
5. Błyszczyk do ust z Yves Rocher i Flomar
6. Lakiery do paznokci
7. Maseczki Efektima
 BANER 

Aby wziąć udział w rozdaniu obowiązkowo należy:
1. Być publicznym obserwatorem mojego bloga.
2. Podać adres e-mail.

Dodatkowo można: 

1. Umieścić baner na swoim blogu - 2 los.
2. Dodać mój blog do blogrolla- 2 los.
3. Polubić "Marttujest" na fb - 3 los.
4. Udostępnić link do rozdania na fb - 2 los.
5. Dodać notkę o rozdaniu - 2 los.
6. Obserwować przez Google + - 1 los
7. Odpowiedzieć na pytanie: Mój ulubiony kosmetyk to.... - 1 los

Wzór zgłoszenia:

1. Obserwuję jako:
2. E-mail:
3. Baner: link
4. Blogroll: TAK/NIE
5. Lubię na FB jako: 
6. Udostępniłam notkę na FB: TAK/NIE
7.  Notka: link
8. Obserwuję przez Google + jako: 
9. Mój ulubiony kosmetyk to...

Regulamin:

1. Fundatorem nagród jestem ja - autorka bloga Marttujest.blogspot.com.
2.  Rozdanie przeznaczone jest dla osób spełniających podstawowe warunki: obserwowanie mojego bloga,  podanie maila.
3. W rozdaniu wygrywa 1 osoba.
4.  Losowanie zwycięzców odbędzie się przy pomocy wirtualnej maszyny losującej spośród wszystkich uczestników, którzy spełnią podstawowe warunki, podane w punkcie 2. niniejszego regulaminu.
5. Rozdanie trwa od 18.09.2013 do 18.10.2013.
6. Wyniki rozdania zostaną umieszczone na blogu w terminie 5 dni od zakończenia rozdania.
7.  Nagroda zostanie wysłana paczką pocztową na koszt Organizatora.
9. Nagrody są przez Organizatora wysyłane tylko na terenie Polski.
10.  Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).

BONUS
Przy przynajmniej 100 i 150 zgłoszeniach, dodam jeszcze jakiś upominek do puli nagród.
Przy ponad 200 zgłoszeniach rozlosuję drugą osobę, która otrzyma nagrodę niespodziankę.

Zatem zapraszam do zabawy :) 

Maska peel-off z acerolą i witaminą C

   Jakiś czas temu otrzymałam do przetestowania maseczkę peel-off z firmy BioCosmetics. Bardzo lubię maseczki, więc chętnie je testuję i używam. Ta wydawała się dla mnie idealna bo przeznaczona dla cery z rozszerzonymi naczynkami, zmęczona, sucha. Nakładała ją również moja mama oczekująca pozbycia się zmarszczek. Chociaż troszkę :)
    Zacznę nietypowo od efektów. Otóż, moja cera jakoś bardzo się nie odmieniła, ale zaskórniki nieco się wybieliły, skóra była gładka i przyjemna w dotyku. U mojej mamci jednak ta maseczka okazała się strzałem w dziesiątkę i gołym okiem widać, że jej służy! Zmarszczki są wygładzone, cera pojaśniała i tak jakoś wygląda promienniej.
    Jak przygotować maseczkę przedstawione jest na zdjęciu. Ja dodam od siebie, że na prawdę dobrze trzeba rozmieszać proszek z wodą. Inaczej robią się nieprzyjemne grudki, które skutecznie uniemożliwiają bycia maseczką peel-off. Zapach ma średnio przyjemny jak to bywa z maskami algowymi, ale nie jest to tak męczący zapach jak tradycyjna spirulina.
    Ta proszkowata maseczka znajduje się w bardzo wygodnej saszetce z zamykaniem na "suwaczek". Mnie ta forma bardzo odpowiada, nic mi się nie zacięło, nie wysypało i jestem zadowolona.
     Maseczkę trzeba szybko nałożyć zaraz po dokładnym wymieszaniu razem z wodą. Jak zastygnie- nie ma bata, nie roztrzepie się jej na nowo. Dobrze wymieszana fajnie się nakłada i nie proszkuje się na twarzy. Zaznaczam: jeśli DOBRZE rozmieszamy. Polecam trzymać maseczkę na buzi tak jak mówi producent: do 20 minut. Ja przez nieuwagę potrzymałam raz dłużej i miałam zajebiście czerwoną buzię. To jedyna przygoda, bo zazwyczaj efektem jest jasna buźka ;-) Maska bardzo fajnie się zdejmuje, ale jednak trzeba twarz przemyć z pozostałych na niej resztek maski.
Po więcej informacji zapraszam TUTAJ
     Jak się Wam widzą tego typu maseczki?

Szampon arganowy prosto z Pachnącej Krainy

   Po krótkim okresie leniuchowania blogowego, powracam! Mało ostatnimi czasy było recenzjo kosmetycznych, a przecież trochę tego zużywam. Dzisiaj zatem szampon,który otrzymałam na spotkaniu blogerek w Katowicach. Możecie sobie przypomnieć relacje dzięki TEMU i TEMU postowi.
   Pierwszy raz miałam do czynienia z arganem. Słyszałam w prawdzie o jego zaletach, ale nie miałam okazji go kupić i przetestować na sobie. Z pomocną ręką przyszła Pachnąca Kraina i upominkami na spotkaniu. Trafił mi się właśnie szampon arganowy. 
   Buteleczka jest szklana, ma nakrętkę i korek zabezpieczający. W pierwszej chwili poirytowałam się, że szampon nie chce lecieć, ale okazało się, że jestem durnowata i po prostu korek zabezpieczający trzeba wyjąć. Jest to przydatne przy przewożeniu go, jednak raczej szklanej butelki nie wezmę do torby podróżnej. Butelka cieszy oko, jest taka trochę "vintage", aczkolwiek w mojej łazience pełnej kafelków, półek, ceramicznej wanny i umywalki- nie czuje się bezpiecznie. Jeśli ktoś ma dziurawe ręce- polecam przelać do czegoś bezpieczniejszego. Chociaż szklana, ciemna butelka lepiej chroni właściwości arganu.
   Sądziłam, że konsystencja będzie bardziej jak olej rycynowy, całe szczęście okazało się inaczej. Szampon jest jak najbardziej ciekły (ale nie przesadnie!) i można wylać na łapkę tyle ile się chce. 
A wiele nie trzeba, bo szampon genialnie się pieni. Wystarczy odrobina i można umyć spokojnie włosy. Przy okazji pachnie całkiem przyjemnie! 
   Jak szampon zaczął mi się tak pięknie pienić, zastanowiłam się czy to nie zasługa jakiś wstrętnych detergentów. Niestety na butelce nie ma składu, a karteczkę z opisem gdzieś zawieruszyłam, więc posiliłam się na stronie sklepu informacjami. O właśnie TUTAJ można poczytać. Ale zaznaczę, że w składzie nie ma SLS i SLES, jest za to 20% oleju arganowego. Cena nie jest wygórowana, bo za taki wydajny kosmetyk zapłacimy tylko 18zł.
   Jakie efekty? Włosy są oczyszczone, nawilżone, miękkie. Wyglądają bardzo zdrowo, fale na włosach po tym szamponie są obłędne! Skóra głowy mnie nie swędzi, ba! Nawet poprawiła się jej kondycja. Nie ma wpływu na przetłuszczanie się. Jednak włosy strasznie się po nim plątają. Niezbędna będzie odżywka pomocna w rozczesywaniu. Do codziennego stosowania  mam wrażenie się nie nadaje, chyba, że faktycznie macie włosy suche, połamane i potrzebujące wyjątkowej pielęgnacji. Wtedy będzie idealny. 
Ja traktuję nim włosy co około drugie, trzecie mycie i stan włosów jest dużo lepszy, chociaż od jakiejś dłuższej chwili nie mam problemu z jakimiś mega suchymi i zniszczonymi włosami. Widzieliście to w poprzednim poście :) 

Jak przez rok zmieniły się moje włosy

   Cześć! Na początek małe pytanie: czy wiecie że już rok prowadzę blog? Tak! Na prawdę to już rok! Na początku byłam nieco zagubiona w tematyce jaka ma górować na blogu, w końcu się określiłam że będzie nie określona. Ostatnio w sumie były tylko kosmetyki i pielęgnacja, ale jeśli dobrze poszukacie to znajdziecie DIY, recenzje filmów,seriali i kilka innych postów nie związanych
z kosmetykami.
   Szczerze pisząc, nie myślałam, że dotrwam tak długo w miarę regularnym pisaniu, ale dzięki temu, że wchodzicie, obserwujecie, komentujecie- piszę nie tylko dla siebie.
  Przez ten rok wiele zmieniło się w moim życiu kosmetycznym i urodowym, zobaczycie to zaraz na zdjęciach. Poznałam również bardzo dużo ciekawych osób, osobiście i poprzez fora i komentarze czy czytanie bloga. Bardzo chciałabym spotkać na żywo jeszcze kilka osób i mam nadzieję, że to się uda :)
  Przez rok wiele zmieniło się na mojej głowie. W tej chwili jestem na etapie zapuszczania włosów, ale nie zapuszczania w sensie braku pielęgnacji,  ale zapuszczania na długość. Przy okazji dbam bardziej o ich stan. Na dzień obecny nie mam rozdwojonych, zniszczonych końcówek. Minusem jest tylko puszenie się włosów, aczkolwiek siana nie mam. Na głowie, bo w głowie czasami się ujawnia.

 W okolicach wrześnie 2012 moje włosy są mocno rozjaśnione i sięgają ramion. To był taki mini bob. Czułam się raczej dobrze w takiej długości i w takim kolorze. Niestety z moimi lekko kręconymi i puszącymi włosami, aby fryzura miała ręce i nogi- musiałam prostować kłaczany.
No i za wiele fryzur z tego się nie stworzy...
 W październiku przeszły kolejną koloryzację na kolor whisky. Z połączeniem właśnie z zielonym np. sweterkiem uważam, że wyglądałam jak rasowy rudzielec. Całkiem spoko, nie?

Na tym zdjęciu mamy styczeń. Bardzo lubię mieć taką grzywkę i włosy związane w koczek.
W takim makijażu często jednak nie chodzę :)

Mart i jedyny trunek, który może jako tako pić, bez późniejszego zdychania. Chyba że po wypiciu kilkunastu głębszych zje kebab. Mniejsza o to, włosy tutaj znowu przeszły koloryzację na blond. W tym kolorze czuję się najlepiej!

 To moje kochane robaczki jest koniec kwietnia. Włosy były zdaje się zaplątane na noc w dwa dobierane warkocze. Ten efekt bardzo mi się podobał, podobnie jak zdjęcia :)
W czerwcu moje włosy nie miały już dawno farby, która je niszczyła i zaczęły się regenerować na dobre.  Tutaj widzicie je zaraz po umyciu szamponem, bez użycia wcześniej ani później odżywek.
A schły same sobie. Skręt więc czasami jest ładny, jednak nie wszystkie włosy się kręcą i długość jak dla mnie za krótka żebym w takich włosach chadzała bez ich upięcia. Nie wiem, włażą mi do buzi.
Tutaj, w lipcu, włosy są wyprostowane. Widać jednak, że są mało nawilżone i mimo, że dobrze się układają, są po prostu suche. Niedługo po tym zdjęciu pójdą do fryzjera aby pozbyć się tych nielicznych, ale widocznych, zniszczonych końcówek.
Na sierpniowym zdjęciu widać moją aktualną długość. Jest dobrze, ale ciągle chce więcej :)
 Dzisiaj włosy prezentują się właśnie tak. Denerwuje mnie grzywka, ale jak zaczeszę do tyłu- jest OK. Ogólnie jestem zadowolona- to chyba widać :)

   Na dzień dzisiejszy moja pielęgnacja to: kremowanie/ olejowanie włosów na sucho, mycie szamponem dwa razy, maska do włosów a na sam koniec serum z jedwabiem. Nie suszę włosów suszarką i nie prostuję ich za często. Bardzo mocno staram się nie spać w mokrych włosach i nie nosić wysoko i ciasno związanego koczka. Na zdjęciu wyżej są kosmetyki, których do dbania o włosy dbam ostatnio najczęściej. Na dobrą sprawę, póki co nie jestem wierna. Kończy się szampon- kupuję inny. Nie ma u mnie z tym rutyny, bo jeszcze nie trafiłam na idealny kosmetyk dla moich włosów.
  Uf! Dotarłam do końca tego postu, mam nadzieję, że Wy się nie nudziliście, drodzy czytelnicy :) Które zdjęcie i włosy podobają Wam się najbardziej? :)

Spotkanie blogerek w Sosnowcu cz.II

   Jak to bywa u mnie na blogu, w drugiej części fotorelacji- upominki od sponsorów. Te prezenty do testowania bardzo mi się podobają i z ogromną przyjemnością będę je zużywać na siebie. A co najważniejsze- niemal wszystko dopasowane do moich potrzeb :) Część pierwszą relacji zobaczycie TUTAJ

 Żel do stylizacji włosów z firmy Tahe. Może nie będę go stosować codziennie, ale na pewno się przyda przy większym wyjściu.
 Uwielbiam zapach arbuza! Ten zestaw z Apis to będzie zbawienie przy chłodniejszych dniach, jako przypomnienie zapachu lata :)
 Próbka i mini wersja kremów firmy Skin Code
 Antybakteryjny żel do rąk to moje must have w podróżach małych i dużych- na pewno się sprawdzi. Kremem do ciała również nie wzgardzę, tym bardziej jeśli tak obłędnie pachnie. Dzięki Bath&Body Works!
 Dermedic tym razem trafił z czymś dla mnie- płyn micelarny do skóry suchej.
 Joanna nie powtarza się w upominkach i tym razem mam zestaw o zapachu ananasa.
Są i maseczki z Efektimy...
 ... oraz próbki kremów z Lagenko.
  A to cudeńka z UrbanCupid. O tym na pewno będzie więcej :)

Kolejny spory zapas do testowania :) Coś Was szczególnie zainteresowało?

Spotkanie blogerek w Sosnowcu cz.I

   Cześć! Uwielbiam tego typu posty i czytać i pisać. Chociaż częściej się je ogląda. To było moje trzecie spotkanie tego typu i muszę stwierdzić, że ze spotkania na spotkanie, podobają mi się takie eventy coraz bardziej. Może dlatego też, że Paulina przeszła samą siebie organizować nam takie atrakcje.
   Spotkanie odbyło się w Sosnowcu (co wiemy z tytułu postu) w lokalu The Old Central Pub, który jest bardzo ładnie urządzony. Może lepiej tylko tyle w tym temacie. Tak czy inaczej było bardzo miło, miałyśmy swój kącik i nikt nam nie przeszkadzał. Na zdjęciu wyżej jest Alicja, która pomagała Paulinie w ogarnięciu żeby reszta dziewczyn czuła się swobodnie. Ala zrobiła dla nas piękne plakietki z nazwami naszych blogów oraz przeurocze bransoletki.
   Dziewczyny a w szczególności jedna, mianowicie Alicja-Kaprysek powitała mnie bardzo serdecznym "chora jesteś?" za co zemszczę się zdjęciami w dalszej części postu. Dlaczego to stwierdzenie? Byłam królikiem doświadczalnym w kwestii makijażu, więc pojawiłam się bez niego. Stąd dwuznaczne stwierdzenie sugerujące że a) wyglądam jakbym była co najmniej przeziębiona, b) dziewczyna pojawiająca się na zlocie blogerek urodowych bez grama makijażu- coś tu nie pasuje. Chociaż tyle tych wspaniałych kosmetyków (według producenta) testujemy, że nasze buzie powinny być idealne. Takie są efekty: 
Jestem zdecydowanie za blada a jasne obramowanie oczu bardzo to podkreśla. Wydaje mi się nawet, że tworzy to złudzenie bardzo dziecięcej buzi. Z jednej strony dobrze... Płynnie przechodzę więc teraz do moich ulubionych zdjęć z tego tematu, a że jestem narcyzem, na każdym będę ja :D Zdjęcia wykonane za sprawką Cholery Naczelnej.



Następny punkt to nasze ukochane wiązanie włosów na chustę, bez którego nie wyobrażam sobie już spotkania z Cholerką. Dwa ostatnie zdjęcia z tego punktu zrobiła Eliza. Trzeba przyznać, że wyglądamy genialno-śmiesznie, mianowicie tak:

Włosy się kręciły a my w końcu dowiedziałyśmy się co to jest ta "Tajemnicza receptura z Ecospa". Okazało się, że będziemy robić swój własny tonik do twarzy z wybranymi dla naszego typu cery składnikami. Sklep Ecospa wypożyczył nam akcesoria potrzebne do tego, abyśmy stworzyły dla siebie toniki.
Ja wybrałam hydrolat lawendowy i ekstrakt z zielonej herbaty. Pierwszy raz w życiu bawiłam się całkiem serio w chemika, co było ciekawym doświadczeniem. Tym bardziej, że każda z nas może nim być w warunkach domowych. Albo restauracyjnych :P Te zdjęcia pochodzą z mojego aparatu. Widać na nich Alicje( tutaj następuje mini zemsta) oraz Kasie czyniącą swoją miksturę oraz ręce Elizy.



 
Kolejny punkt to wymiana kosmetyków oraz teoretyczna nauka kupowania butów na wysokich obcasach. Tych rad udzieliła nam Kasia. Teraz wiem, że w sklepie mam biegać, skakać i m.in. robić jaskółki żeby już tam sprawdzić, czy nic nie uwiera.
A na koniec oczywiście prezenty do testowania. Zdjęcie z aparatu Elizy. Było dużo nowych dla mnie kosmetyków, które zobaczycie w następnym poście.
Niestety na zdjęciach nie ma nas wszystkich razem a i u mnie nie pojawiła się każda twarzyczka. Ale każdą z Was było mi niezwykle miło poznać. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy! I tym miłym akcentem kończę tę część relacji. Zajrzyjcie jutro na drugą część :)