Nowe miejsce w sieci - Blozu.com

   Katalogi stron internetowych. Zazwyczaj nie kojarzą mi się za dobrze. I tak niewiele można tam znaleźć i tak naprawdę nie pomagają nam w niczym. Jednak ostatnio pojawił się dość ciekawy katalog blogów.
Blozu.com to całkiem innowacyjny katalog blogów, w którym szybko i łatwo nie tylko odnajdzie się blog o tematyce, która na interesuje ale również znajdziemy osoby blogujące w naszej okolicy. 
   Blozu ma także formularze do kontaktowania się między sobą oraz z producentami kosmetycznymi i nie tylko. Zauważyłam, że wiele dziewcząt nie ma na swojej stronie nigdzie działu kontakt lub podanego adresu e-mail (z jednej strony może dobrze bo jest mniej spamu). Najlepszym rozwiązaniem jest dlatego formularz kontaktowy bez podawania widocznego swojego adresu e-mail - sprawę załatwia ten serwis gdyż teraz jak ktoś będzie chciał się z nami skontaktować na pewno mu się to uda szybciej. Może ten serwis ułatwi nam także organizowanie spotkań blogerek.
   Rejestracja swojego bloga nie zajmie więcej jak 5 minut i jest całkowicie darmowa. Przeglądając katalog, widzimy miniaturę, opis i ocenę strony. Pozwala to zaoszczędzić czas na przeglądaniu blogów, które nas nie interesują. Katalog jest do wglądu również przez osoby nie zalogowane, co zwiększa szanse na nowego czytającego. 
   Bardzo gorąco zachęcam do rejestracji. Serwis jest nowy ale dość szybko się zapełnia nowymi stronami. Zatem nic więcej tylko się logować dziewczyny i poznawać nowe blogerki i blogerów :))

http://www.blozu.com


Prezeeeentyyyyy...

... które sama sobie sprawiłam. A bo cóż czekać, dopiero początek miesiąca, stracę połowę moich oszczędności, żeby do stycznia zęby w ścianę ładować. Źle zrobili z tym dniem darmowej dostawy, oj źle!
     Na olejki miałam chcicę już od dłuższego czasu. Głównie do OCM, nie wiem jak mi się to spisze. Może dobrze. Jak nie- zawsze są włosy i reszta ciała :)
    Na to chyba poluje/polowała każda blogerka. Tangle Tezzer cudownie masuje skalp. Jak mnie to relaksuje to o mamo!
    Na ten olejek czekałam najbardziej. Oby pomógł moim nieznośnym włosom!
    Po prostu chciałam go wypróbować, a że jest tani i obiecuje że będę miała jednolity kolor twarzy- kupiłam.
   Oto moje nowe dzieciątka. Sprawujcie mi się dobrze, bez uwag w dzienniczku i przynieście mi dumę!

   Dziewczyny! Wszystkiego prezentowego z okazji Mikołajek! :)

Chciejlista

   Hej! Jako że za bardzo roztarmoniłam pieniądze w listopadzie, na grudzień przygotowałam sobie chciejliste. Są to rzeczy nieco droższe i mam nadzieję, że coś z nich mi Św. Mikołaj przyniesie. Jeśli nie- przejdą na kolejny miesiąc. Oczywiście nie doliczam innych pierdółek za mniej niż 10zł bo to pewnie tak będzie zmywacz do paznokci, waciki itp. Chociaż od nowego roku myślę czy nie zrobić eksperymentu na sobie "nie wydaj więcej niż 50zł na kosmetyki". Może być ciekawie :)
Oto moja chciejka:
Tangle Teezer
Olejek Khadi
Olejki do oczyszczania twarzy
Słuchawki Sony
Trylogia Tolkiena "Władca Pierścieni"
Jeansowa koszula

Jak Wasze zachcianki? :)

Listopadowe zakupy kosmetyczne!

   Hej! W tym miesiącu przyszalałam z zakupami. W grudniu chyba jakiś odwyk by się przydał, tym bardziej że już wszystko mam. Może tylko skuszę się na puder Synergen i krem Ziaja z witaminą C. Chyba że nadarzy się jakaś wyjątkowa okazja. A nadarzy się bo 2 grudnia dzień darmowej wysyłki ;-)
   Oto co wypędziło pieniądze z portfela i osadziło się w kosmetyczce.
    Bardzo lubię ten zapach to w końcu sobie na nie pozwoliłam. Różowe perfumy Pumy są u mnie.
 
    Skromne dwa lakiery fioletowy Rimmel i nude z Wibo
    Coś na czym ostatnio mam bzika: szminki! Eliksir nr. 6 oraz Rimmel lasting finish nr 077.
    Nie wiem czemu uparłam się na tego Rimmela ale skusiłam się na Wake me up oraz nowość Stay Matte.
    Oczy podrasuje tuszem Pump Up oraz kredką z Lovely oraz eyelinerem i cieniem z Miss Sporty.
   Na ten róż czaiłam się od dłuższego czasu. W końcu doszło do spodziewanego i tym sposobem Bourjois numer 74 jest w mojej kosmetyczce i na policzkach.

   Teraz tworzę sobie chciej-listę bo jak tak bez zastanawiania się będę wydawać to nie starczy na ciuchy a ich też trochę kupiłam w tym miesiącu :-)

Koniec końców czyli denko cz.IV

   Jako, że koniec miesiąca, dzisiaj denko. Zużyte produkty są z października i listopada.
1. Nawilżający płyn micelarny, Eveline- miał swoją chwilę prawdy TUTAJ na blogu.
2. Tonik ogórkowy, Ziaja- jeden z moich ulubionych toników. Chętnie do niego wrócę nie jeden raz.
3. Olejek do włosów, Sesa- wiązałam z nim duże nadzieje, niestety nie było spektakularnych efektów.
4. Płyn micelarny, Flos-lek- ten z kolei miał swoją chwile TUTAJ
5. Krem do rąk, Isana- kupiłam go z myślą o kremowaniu włosów, w tej roli jak i standardowej się sprawdził. W dodatku za taką cenę- warto spróbować.
6. Płyn micelarny, Be Beauty- Mój numer jeden póki co. Dzisiaj kupiłam kolejną flaszkę :-)
7. Antyperspirant w kulce, Nivea- Jestem ich wielką fanką! Ładnie pachną i odpowiednio mnie chronią przed plamami pod pachami.
8.Sól do kąpieli o zapachu figi, On-Line- Bardzo przyjemna sól! Pięknie pachnie i fajnie się pieni (o matko ile tam chemii zapewne!) Kupię jeszcze raz!
9. Puder do twarzy, Synergen- Przyjemny puder to może i był. Przez pierwsze dwa tygodnie. Później ściemniał i pokruszył się. Ale nie zapychał i w początkowej fazie miał idealny kolor.
10. Long cover fluid, Paese- Dla mnie podkład idealny. Swoją recenzję miał TUTAJ
11. Korektor pod oczy, Maybelline- Mój ulubiony korektor. Mega wydajny i mega trwały.

   Cóż, dużo tego nie było, ale to były ciężkie miesiące kiedy nie miałam czasu na eksperymenty i nowe to testy. Teraz będzie tylko lepiej :)

Płyn micelarny arnica od flos-leku

   Trzyma mnie ostatnio w tej tematyce, ale skoro dostałam tyle płynów micelarnych, to je testowałam i zużywałam. Ten otrzymałam na spotkaniu w Częstochowie. Flos- lek zawsze mi się dobrze kojarzył i chętnie używam produktów tej firmy. Jak płyn micelarny z arniką dla skóry naczynkowej wpadł w moje ręce, nie mogłam doczekać się aż go wypróbuje. Później niestety nie było tak kolorowo.
  Płyn ma za zadanie usuwać zanieczyszczenia, makijaż a przy tym wzmacniać naczynka, poprawić krążenie i złagodzić podrażnienia. Zmywać- zmywał. Ależ to była tortura dla oczu! Że szczypał w twarz, jakoś przeżyję, ale jak dostało się go trochę więcej do oczu to była istna masakra! Tak więc mimo to, że nie zapychał tak jak było to w przypadku micelarnego z Eveline, skóra była oczyszczona i nie kleiła się, ale niestety pieczenie było męczarnią. 
  Butelka jest wygodna, zamykanie na klik, dobre dozowanie. Cena tego płynu to około 10-15zł. Nie jest bardzo wygórowana a wydajność jak na płyn do demakijażu, który robi się codziennie, całkiem dobra. Bardzo ubolewam, że tak bardzo piecze mnie w oczy.
 Szukam dalej ideału! :( A Wy miałyście ten płyn? Sprawdził się?

Spotkanie blogerek Częstochowa part II

   Ja to żyję chyba od spotkania do spotkania. Tym razem Częstochowa i okolice bliższe lub dalsze spotkały się w Resto&Cafe 29. Bardzo przyjemna restauracja-kawiarnia w centrum miasta. Jako, że od ostatniej wizyty w Krakowie jestem fanką latte i od długo dłużej szpinaku, skonsumowałam małe co nieco.

   Tak jak do tej pory nie znosiłam towarzystwa dziewczyn, tak odkąd chodzę na takie spotkania- uwielbiam! Bo to nie są bzdurne gadki o kremie z dziesiątkami szkodliwych substancji, który tak świetnie nawilżył, tylko konkrety od dziewczyn, które się na tym znają. A znają się bo to lubią i przeczytają najpierw skład kremu a nie to co obiecuje producent. W dodatku miałyśmy małe after z Gosią i Magdą w Belgu także dzień uważam za bardzo udany ;-)
   Na tym spotkaniu dużo znajomych twarzy i blogów ale i kilka nowości dla mnie. Wszystkie dziewczyny są cudowne i bardzo miło spędziłam czas. 
   Zdjęć nie będę wstawiać, bo mnie nie wyszły (nie licząc tych dwóch i fotki włosów Elizy :P) a podkradać nie będę, bo na każdym jakie widziałam wyglądam jak zombie :P Zachęcam zatem do odwiedzenia blogów dziewczyn :)

  Na każdym spotkaniu dowiaduję się czegoś ciekawego, tym razem (nie licząc wskazówek o zdrowym odżywianiu Angel) było to wystąpienie braffiterek. Dziewczyny prowadzą sklep w Częstochowie, opowiedziały nam o prawidłowym noszeniu i dopasowaniu stanika oraz podpowiedziały jaki rozmiar nosić powinnyśmy. Chyba się tam wybiorę :)
  A oto co wpadło w moje ręce:
 Bath & Body Works czyli mydło do rąk w płynie oraz kokosowy balsam do ciała.
 Orginal Source i pachnący zestaw do kąpieli.
Eveline zawsze mnie pozytywnie zaskakuje.Tym razem otrzymałyśmy peeling i krem do rąk oraz dwa peelingi enzymatyczne. 
Embryolisse i próbka kremu nawilżającego do twarzy.
Selling Beauty i cielista kredka od Revlon.
Fresh&Natural i cukrowy peeling do ciała.

Quiz i zielonkawy lakier do paznokci.
 Diva Poland i komplet sztucznej biżuterii.
Paula Art i absolutnie przesłodkie kolczyki i bransoletka
 Chocolissimo czyli czekolada na patyku :-)
Big-active i pyyyyszne herbatki.

Okej, niech będzie! Następne robię ja! Ale to jakoś po nowym roku, OK? :)

Spotkanie blogerek w Sosnowcu II

   Taak, było i drugie spotkanie organizowane przez Paulinkę. Byłam na nim, a i owszem.
Pierwszy raz wsiadałam sama do pociągu! To aż dziwne, ale jednak prawdziwe. Nie zdziwiły mnie jednak koleje i w drodze do domu zerwała się trakcja i byłam w Częstochowie jakieś 40 minut później niż planowałam.
   Przechodząc do postu: będzie ubogi w zdjęcia, bo zabrałam tylko cyfróweczkę, która zrobiła tylko kilka zdjęć, które nie wnoszą nic. Może tylko smaczek na te pyszne babeczki z Abadaba. Mniam!

   Jak wspomniałam, spotkanie zorganizowała niezastąpiona Paulina, której baaaaaardzo dziękuje i kłaniam się w pas, że chce jej się motać z tym wszystkim i to z takimi efektami!
Na spotkanie przybyły:
Margotka
Mała Mi
Nika
Króliczek Doświadczalny
Gosia Mysz
Jusia
Puszysława
   Zapraszam na te blogi jeśli chcecie zobaczyć bardziej rozbudowane relacje ze spotkania :)

   A te firmy skusiły się na wysłanie nam drobnych upominków. Część już poszła w obieg i w zużywanie, także przy postach z tymi produktami będę zaznaczała że otrzymałam je właśnie na tym spotkaniu :) A prezenty są jak najbardziej cudowne, spójrzcie tylko na te nazwy :)
   Już niebawem kolejne spotkanie, mam nadzieję, że będzie równie udane. Trzymam kciuki Gosia!

Nawilżający płyn micelarny od Eveline

   Zauważyłam ostatnio, że stan mojej cery strasznie się pogorszył. Oczywiście lekka zmiana trybu życia przyczyniła się do tego, jednak zawsze staram się zmyć makijaż przed pójściem spać. Odkąd skończył mi się micel z biedry, używam tego specyfiku otrzymanego na jednym ze spotkań blogerek.

    Miało być pięknie a wyszło jak zawsze. Płyn w prawdzie zmazał wszystko przy użyciu 4 czy 5 wacików, w zależności ile nałożyłam szpachelek. Nie rozmazuje tuszu do rzęs, a faktycznie się go pozbywa. Z kredką jest troszkę gorzej, ale da się to przeżyć. Nie szczypie, nie uczula i generalnie moje oczy są na tak.
    Buteleczka z pompką to dla mnie zbawienie, bo namiętnie wylewam coś ze słoiczków, buteleczek i czasami coś za kołnierz. Ale ideałem to nie jest, o nie. Zazwyczaj przy naciskaniu wacikiem na pompkę coś się uleje. Ja zawsze mam wszystko wokół w kropelkach micelarnego. Ot, taki paradoks. Nie wylewa się ale ulewa mu się czasem, owszem. 
 

   Faktycznie, płyn zmywa makijaż, ale jest to dla mnie uczucie lepkości i zapychania skóry, aniżeli nawilżenia i odświeżenia. Po tych kilku tygodniach jestem w stanie stwierdzić, że zdecydowanie ten płyn nie jest dla mnie. Mam czerwoną, tłustą i pełną zaskórników buzię. Zdecydowanie nie pasujemy do siebie. Idziesz do kosza.
Teraz na nowo muszę walczyć o porcelanę :)

Wyniki rozdania

Hej! Dzisiaj mam dla Was, a szczególnie dla jednej niespodziankę :) Jakiś miesiąc temu ogłosiłam rozdanie w którym do wygrania było:
1. Krem pod oczy Rival de Loop
2. Płyn do demakijażu Maybeline
3. Krem BB Eveline
4. Suchy szampon Farmona
5. Błyszczyk do ust z Yves Rocher i Flomar
6. Lakiery do paznokci
7. Maseczki Efektima

Dodatkowo z racji, że było ponad 100 zgłoszeń- dla wygranej dodatkowy upominek :) Nie trzymając dłużej w niepewności, wygrywa:

Gratuluję i czekam na mejla (marta@ulewa.com) z danymi do wysyłki :) 

Niszcz pryszcz!

   Nigdy nie miałam dużych problemów z trądzikiem, pryszczami, zaskórnikami i tym podobnymi niedoskonałościami. Wiadomo, czasami coś wyskoczy nieprzyjemnego ale rzadko kiedy zostawało to na mojej buzi na dłużej. Ostatnio jednak pryszcze goiły się dłużej, cera była widocznie zmęczona, poszarzała i "bez życia". Po kuracji Niszcz pryszcz jednak wszystko wróciło do normy. A może
i nawet krem wyrobił normę w 150%?
    Tubeczkę 30g za 18zł niesie Pan Jeż. Jednak, że nie chciał zawstydzać swoją cerą, użyczył jedynie futerka- kolcy. Tak, to nie typowy jeż.  Niszcz pryszcz, krem na dzień  otrzymałam od firmy Kosmetyki DLA. Kremy są naturalne, bez używania barwników i innych chemicznych wspomagaczy. Cena nie powoduje zawrotów głowy bo w stosunku do wydajności jest na prawdę dobra. Krem używam codziennie i nadal nie widać, żeby się kończył. W zestawie miałam kilka próbek kremu na noc. Jednak kiedy się skończyły, krem używam co któryś dzień jako maseczkę na noc. Szczególnie wtedy kiedy widzę, że nieprzyjaciel się pojawia u bram.
    Ta walka zawsze kończy się zwycięstwem z dobrymi łupami. Zazwyczaj kremy przeznaczone do skóry trądzikowej wysuszają, ten krem nic podobnego nie czyni. Odwar z wierzby oraz olej jojoba skutecznie dbają, aby skóra była nawilżona. Napar z krwawnika oraz AHA lekko wybielają cerę
i zaskórniki. I to jest szczera prawda. Moje okropne czarne kropki zniknęły z nosa i brody jak za pomocą różdżki. Dodatkowo olej z ogórecznika i alantoina przyspiesza gojenie się ran.
   Jak widać na załączonym wyżej obrazku tubka ma wygodny dozownik który pozwala wycisnąć tyle kremu ile nam trzeba. A trzeba tyle ile pokazałam- odrobina i cała buzia jest doskonale pokryta kremem. Konsystencja jest lekka, krem ma odcień brudnej żółci i fantastycznie się wchłania. Nie pozostawia tłustego filtru i smug. Jest idealny pod podkład. Zapach jest bardzo miły dla nozdrzy.
  Stan mojej skóry po używaniu tego kremu widocznie się zmienił na lepsze. Cera jest rozświetlona, promienna ale nie tłusta czy świecąca. Doskonale nawilżona i odżywiona, bez zaskórników czy pryszczy a co idzie za tym- gładka. Teraz coraz częściej wychodzę spokojnie z domu bez makijażu. Zasługa jest to również zmianie demakijażu i innych zabiegów na twarz. O tym może w kolejnym poście :)
  Miałyście ten krem, planujecie zakup?

Gdzie byłam jak mnie nie było...

   Cześć! W końcu złapałam dłużą wolną chwilę. Myślałam, że to nie nastąpi wcale. Cóż, od końcówki września zaczęłam pracę w sklepie odzieżowym. Mimo, że dzisiaj cały czas prawie siedzę, stopy mnie bolą od stania/ chodzenia, nie wiem w sumie już od czego bardziej. Jak tylko miałam czas dla siebie to coś wypadało i zdarzało się że w ciągu dnia nawet nie odpaliłam laptopa. Oczywiście, żeby było weselej dopadło mnie zapalenie cewki moczowej. Właśnie wróciłam od lekarza z informacją o białku tam gdzie go nie trzeba. Mój organ wewnętrzny przypominający czerwoną fasole stroi sobie żarty i gdyby tak nie bolał to bym go porządnie zlała. A zlać go co najwyżej piwskiem mogę. A nawet i nie bo antybiotyk łykam.
Także moje dni głównie wyglądają bardzo kolorowo i upływają na jęczeniu że tu mnie boli tu mnie rwie.
  Z tych nieco przyjemniejszych spraw (nie)codziennych: kupiłam sobie sukienkę na wesele kolegi
i teraz nie wiem jakie dodatki dobrać żeby nie wyglądać za poważnie. Jasne, że nie mam z czego wybierać, muszę udać się na kolejne zakupy. :-)
   Diabelnie piekielnie połamały mi się paznokcie i leczę je olejkiem rycynowym- jeśli mam dłużą chwilę oraz legendarną odzywkę 8w1 od Eveline. Paznokcie odrastają mi zatem śliczniusio! Problem mam za to nadal z wypadającymi włosami i suchymi piętami. Moje dwie zmory. Na włosy nie pomaga nic, na pięty jedynie pumeks i gruba warstwa kremu, a to i tak nie na długo.
  Na koniec słit focia i buziaczki ;-*

Koniec końców czyli denko cz.III

   Cześć! Koniec miesiąca się zbliża, więc oczywiście pojawia się denko. Zużycia są z dwóch miesięcy, jakimś sposobem bardzo mało zużyłam, chociaż pielęgnowałam się codziennie. Chyba mam wydajne kosmetyki po prostu. W sumie to dobrze, ale minusem jest, to, że w tej notce mało pokażę.



1. Drożdżowa maska do włosów Babuszki Agafi pojawiła się na blogu w TYM poście.
2. Nagietkowy tonik z Ziaji sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Ładnie pachnie, dobrze odświeża i zbiera wszystkie zanieczyszczenia ze skóry.
3. Przyspieszacz opalania podobnie jak tonik, jest z Ziaji. Moim zdaniem to najlepszy tego typu specyfik. Troszkę tłustawy, więc nie polecam jeśli ktoś się psika i zaraz założy czyste ubranie.
4. Rumiankowa pomadka z Altery. Za taką cenę- cudo. Ja stosowałam ją głównie na rzęsy i brwi. Działała całkiem przyjemnie- włoski nieco się zagęściły i wydłużyły.
5. Zmywacz do paznokci od Eveline- całkiem przyjemny produkt. Nie śmierdzi przy zmywaniu i jednocześnie robi to bardzo dobrze. Ma fajny dozownik z pompką. 

   Jak widać- mało mi się tego uzbierało. W kolejnym odcinku na pewno będzie tego więcej- widzę po buteleczkach, że kilka kosmetyków jest na konkretnym wykończeniu. 

Adie!

Cześć! Dzisiaj bez kosmetyków i tym podobnych. Jak wyjdę dzisiaj z domu to nie wrócę do poniedziałku. Jutro z samego rana jedziemy do Wrocławia :) Cieszy mnie każdy taki wyjazd, bo po prostu lubię jeździć, oglądać i zwiedzać. We Wrocławiu byłam tylko dwa razy, więc tym bardziej większa atrakcja :)
Tym razem to tyle :) Na koniec Roki:
Śliczny skubaniec, prawda? :)

Urodzinowe rozdanie

   Hej! Na dzisiaj przygotowałam małe rozdanie. Prowadzę blog już rok, więc to doba okazja na małą zabawę.  Zatem zapraszam do zapoznania się z nagrodami i zasadami :)
1. Krem pod oczy Rival de Loop
2. Płyn do demakijażu Maybeline
3. Krem BB Eveline
4. Suchy szampon Farmona
5. Błyszczyk do ust z Yves Rocher i Flomar
6. Lakiery do paznokci
7. Maseczki Efektima
 BANER 

Aby wziąć udział w rozdaniu obowiązkowo należy:
1. Być publicznym obserwatorem mojego bloga.
2. Podać adres e-mail.

Dodatkowo można: 

1. Umieścić baner na swoim blogu - 2 los.
2. Dodać mój blog do blogrolla- 2 los.
3. Polubić "Marttujest" na fb - 3 los.
4. Udostępnić link do rozdania na fb - 2 los.
5. Dodać notkę o rozdaniu - 2 los.
6. Obserwować przez Google + - 1 los
7. Odpowiedzieć na pytanie: Mój ulubiony kosmetyk to.... - 1 los

Wzór zgłoszenia:

1. Obserwuję jako:
2. E-mail:
3. Baner: link
4. Blogroll: TAK/NIE
5. Lubię na FB jako: 
6. Udostępniłam notkę na FB: TAK/NIE
7.  Notka: link
8. Obserwuję przez Google + jako: 
9. Mój ulubiony kosmetyk to...

Regulamin:

1. Fundatorem nagród jestem ja - autorka bloga Marttujest.blogspot.com.
2.  Rozdanie przeznaczone jest dla osób spełniających podstawowe warunki: obserwowanie mojego bloga,  podanie maila.
3. W rozdaniu wygrywa 1 osoba.
4.  Losowanie zwycięzców odbędzie się przy pomocy wirtualnej maszyny losującej spośród wszystkich uczestników, którzy spełnią podstawowe warunki, podane w punkcie 2. niniejszego regulaminu.
5. Rozdanie trwa od 18.09.2013 do 18.10.2013.
6. Wyniki rozdania zostaną umieszczone na blogu w terminie 5 dni od zakończenia rozdania.
7.  Nagroda zostanie wysłana paczką pocztową na koszt Organizatora.
9. Nagrody są przez Organizatora wysyłane tylko na terenie Polski.
10.  Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).

BONUS
Przy przynajmniej 100 i 150 zgłoszeniach, dodam jeszcze jakiś upominek do puli nagród.
Przy ponad 200 zgłoszeniach rozlosuję drugą osobę, która otrzyma nagrodę niespodziankę.

Zatem zapraszam do zabawy :) 

Maska peel-off z acerolą i witaminą C

   Jakiś czas temu otrzymałam do przetestowania maseczkę peel-off z firmy BioCosmetics. Bardzo lubię maseczki, więc chętnie je testuję i używam. Ta wydawała się dla mnie idealna bo przeznaczona dla cery z rozszerzonymi naczynkami, zmęczona, sucha. Nakładała ją również moja mama oczekująca pozbycia się zmarszczek. Chociaż troszkę :)
    Zacznę nietypowo od efektów. Otóż, moja cera jakoś bardzo się nie odmieniła, ale zaskórniki nieco się wybieliły, skóra była gładka i przyjemna w dotyku. U mojej mamci jednak ta maseczka okazała się strzałem w dziesiątkę i gołym okiem widać, że jej służy! Zmarszczki są wygładzone, cera pojaśniała i tak jakoś wygląda promienniej.
    Jak przygotować maseczkę przedstawione jest na zdjęciu. Ja dodam od siebie, że na prawdę dobrze trzeba rozmieszać proszek z wodą. Inaczej robią się nieprzyjemne grudki, które skutecznie uniemożliwiają bycia maseczką peel-off. Zapach ma średnio przyjemny jak to bywa z maskami algowymi, ale nie jest to tak męczący zapach jak tradycyjna spirulina.
    Ta proszkowata maseczka znajduje się w bardzo wygodnej saszetce z zamykaniem na "suwaczek". Mnie ta forma bardzo odpowiada, nic mi się nie zacięło, nie wysypało i jestem zadowolona.
     Maseczkę trzeba szybko nałożyć zaraz po dokładnym wymieszaniu razem z wodą. Jak zastygnie- nie ma bata, nie roztrzepie się jej na nowo. Dobrze wymieszana fajnie się nakłada i nie proszkuje się na twarzy. Zaznaczam: jeśli DOBRZE rozmieszamy. Polecam trzymać maseczkę na buzi tak jak mówi producent: do 20 minut. Ja przez nieuwagę potrzymałam raz dłużej i miałam zajebiście czerwoną buzię. To jedyna przygoda, bo zazwyczaj efektem jest jasna buźka ;-) Maska bardzo fajnie się zdejmuje, ale jednak trzeba twarz przemyć z pozostałych na niej resztek maski.
Po więcej informacji zapraszam TUTAJ
     Jak się Wam widzą tego typu maseczki?