Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuracja. Pokaż wszystkie posty

1 maja 2014

Joanna rzepa: czy aby na pewno kuracja wzmacniająca?

   Nieustannie od jakiegoś dłuższego czasu męczy mnie znowu zapalenie skóry. Okropne swędzenie, krostki i coś w rodzaju łupieżu na głowy doprowadza mnie do furii. Zwieńczeniem tego była wizyta w dermatologa a raczej mocne rozjuszenie byka w mej postaci. Zdało się słyszeć tylko `niestety karta nie odczytuje, musi pani iść do NFZ i wyjaśnić` i `k*rwa mać` brzmiące w mojej głowie.
   A pogorszyło się oto przez ten płyn w tej świetnej buteleczce.

23 kwietnia 2014

Pietruszka+jabłko=duet idealny

   Czasami oprócz flaczków, spaghetti, kfc oraz słodkich bułek i popcornu jadam nieco zdrowiej. Szczególnie jak kilka osób mi powie że jest mnie nieco więcej :-) Ale niekiedy pewne osoby wady potrafią przemienić w zalety, twierdząc że kochanego ciałka nigdy za wiele. Chociaż wolałabym jednak mieć go nieco mniej, zatem wracam do tego zdrowszego jedzenia i większej aktywności fizycznej. Nie wiem co będzie trudniejsze.

12 października 2013

Niszcz pryszcz!

   Nigdy nie miałam dużych problemów z trądzikiem, pryszczami, zaskórnikami i tym podobnymi niedoskonałościami. Wiadomo, czasami coś wyskoczy nieprzyjemnego ale rzadko kiedy zostawało to na mojej buzi na dłużej. Ostatnio jednak pryszcze goiły się dłużej, cera była widocznie zmęczona, poszarzała i "bez życia". Po kuracji Niszcz pryszcz jednak wszystko wróciło do normy. A może
i nawet krem wyrobił normę w 150%?
    Tubeczkę 30g za 18zł niesie Pan Jeż. Jednak, że nie chciał zawstydzać swoją cerą, użyczył jedynie futerka- kolcy. Tak, to nie typowy jeż.  Niszcz pryszcz, krem na dzień  otrzymałam od firmy Kosmetyki DLA. Kremy są naturalne, bez używania barwników i innych chemicznych wspomagaczy. Cena nie powoduje zawrotów głowy bo w stosunku do wydajności jest na prawdę dobra. Krem używam codziennie i nadal nie widać, żeby się kończył. W zestawie miałam kilka próbek kremu na noc. Jednak kiedy się skończyły, krem używam co któryś dzień jako maseczkę na noc. Szczególnie wtedy kiedy widzę, że nieprzyjaciel się pojawia u bram.
    Ta walka zawsze kończy się zwycięstwem z dobrymi łupami. Zazwyczaj kremy przeznaczone do skóry trądzikowej wysuszają, ten krem nic podobnego nie czyni. Odwar z wierzby oraz olej jojoba skutecznie dbają, aby skóra była nawilżona. Napar z krwawnika oraz AHA lekko wybielają cerę
i zaskórniki. I to jest szczera prawda. Moje okropne czarne kropki zniknęły z nosa i brody jak za pomocą różdżki. Dodatkowo olej z ogórecznika i alantoina przyspiesza gojenie się ran.
   Jak widać na załączonym wyżej obrazku tubka ma wygodny dozownik który pozwala wycisnąć tyle kremu ile nam trzeba. A trzeba tyle ile pokazałam- odrobina i cała buzia jest doskonale pokryta kremem. Konsystencja jest lekka, krem ma odcień brudnej żółci i fantastycznie się wchłania. Nie pozostawia tłustego filtru i smug. Jest idealny pod podkład. Zapach jest bardzo miły dla nozdrzy.
  Stan mojej skóry po używaniu tego kremu widocznie się zmienił na lepsze. Cera jest rozświetlona, promienna ale nie tłusta czy świecąca. Doskonale nawilżona i odżywiona, bez zaskórników czy pryszczy a co idzie za tym- gładka. Teraz coraz częściej wychodzę spokojnie z domu bez makijażu. Zasługa jest to również zmianie demakijażu i innych zabiegów na twarz. O tym może w kolejnym poście :)
  Miałyście ten krem, planujecie zakup?

30 sierpnia 2013

Misja nowe włoski czyli rosnę jak na drożdżach!

   Zdecydowałam się! Idę do sklepu i kupuję paczkę drożdży za 1,20 zł. I szczerze mówiąc tylko zawartość pierwszej szklanki była wyzwaniem. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez napoju drożdżowego! Drożdże piję od 5 sierpnia czyli od ponad 3 tygodni a były dwa dni kiedy nie napiłam się mojego eliksiru. Co zauważyłam w tym czasie? 
   Nigdy nie miałam większych problemów z cerą, jednak przy piciu drożdży zauważyłam, że cera się wygładziła, coraz rzadziej i mniej pojawia się nieprzyjaciół na buzi. Oczywiście początki nie były tak cudowne bo w pierwszym tygodniu był wysyp armii pryszczy na plecach (jakie szczęście że tam a nie na buzi). Skóra twarzy jest zdrowsza i nawilżona. Wągrów też jakby mniej. Jednak nie ma efekty wow, mam nadzieję, że jeszcze troszkę i to się zmieni. Zdjęcia twarzy nie będzie, bo jak wspomniałam, nie miałam nigdy problemów z cerą i nie był to punkt najważniejszy w tej kuracji.
   Problemów z brzuchem, żołądkiem nie zauważyłam. Wręcz przeciwnie, okres przeszłam nieco lżej i nie pojawiły się zaparcia czy biegunki. Wpływu na wagę też nie odnotowałam.
   Teraz to najważniejsze:
   Jeśli dobrze się przyjrzycie, zobaczycie, że pojawiły się baby hair. Na zdjęciu niestety nie jest to aż tak widoczne, ale w rzeczywistości widać gołym okiem, że rosną nowe włoski. Zagęszczają mi przy tym lekkie zakola, dzięki czemu nie wyglądam jak mój tata ;P Jeśli chodzi o porost tych starszych włosów i ich wypadanie, niestety nie zauważyłam spektakularnych efektów. Włosy tylko troszkę mniej wypadają i rosną jak zawsze. Grunt, że rosną nowe!  

   Moje paznokcie zawsze były twarde, długie i wyglądały świetnie. Jednak przyszedł taki czas kiedy zapragnęły zmian. Wobec tego zaczęły się łamać, rozdwajać i wyprawiać inne głupoty. Odkąd piję drożdże, paznokcie wróciły do stanu przed buntem. Już nie muszę się wstydzić pałek i malować ich na ciemno, żeby zakryć nie za ładną płytkę paznokcia. Mam małą rąsie i krótkie palce, więc paznokcie muszę być troszkę dłuższe, żeby przy ewentualnym pierścionku, ładnie dłoń się prezentowała :) 
Jak przygotować napój drożdżowy?
1/4 drożdży domowych do wypieków rozdrobić i wrzucić do wysokiej szklanki, zalać gorącą wodą do 1/4 wysokości szklanki, energicznie wymieszać. Po ostygnięciu dolać soku, który zneutralizuje zapach.
   Czytałam i słyszałam dużo na temat picia drożdży. Można je zalewać wodą jak i mlekiem. Oczywiście i jedna i druga ciecz musi być zagotowana do zawrzenia. I teraz pojawiają się dwie opcje: zalewamy wrzątkiem bądź nieco ostygniętą wodą/mlekiem. Drożdże tracą swoje negatywne zdolności po zalaniu przynajmniej 80stopniową wodą/mlekiem. Przy zalaniu wrzątkiem, tracą i zalety i wady. Ja zalewam drożdże wrzącą wodą, czekam około 15 sekund, aż kamień z czajnika opadnie na dno. Wtedy mam pewność, że nie nabawię się nowej cywilizacji w moim brzuchu.
  Preferuję również kiedy napój przestygnie dolewać do niego soku. Najbardziej smakuje mi z tym o smaku granatu. Piję to na raz, nie na raty. Mimo, że przyzwyczaiłam się do smaku, nie byłabym w stanie delektować się tym eliksirem :P
   Jeśli chodzi o wrażliwców. Ja miałam odwieczny problem z zespołem jelita drażliwego
 i zapewniam, że nic złego w czasie tych dwóch tygodni nie nastąpiło! Na prawdę nie ma się czego obawiać jeśli robi się to z umiarem i zgodnie z przepisem!
   A jakie jest Wasze zdanie na temat picia drożdży? Próbowałyście kiedyś?