Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

3 października 2017

Korundowy peeling do twarzy

   Korund, olej inca inchi i ekstrakt z kakaowca to główne składniki peelingu nawilżającego od Nacomi. Jest to produkt który pomoże uzyskać efekt mikrodermabrazji w domu.  Powinien zapewnić dogłębne nawilżenie,spowolnić procesy starzenia się skóry oraz zapewnić gładką skórę. I to wszystko za niecałe 23 zł. Czy faktycznie się sprawdził?


    Aplikacja jest bardzo prosta. Na oczyszczoną z makijażu, kurzu, sebum i tym podobnych zanieczyszczeń należy wmasować okrężnymi ruchami peeling i zostawić na około 5-10 minut a następnie zmyć. Korund jest minerałem będącym tlenkiem glinu. Działa on silniej niż drogeryjne kosmetyki a jednoczenie jest na tyle delikatny że nie powoduje podrażnień. Regularne usuwanie obumarłego naskórka powoduje pobudzenie do szybszego wzrostu i odnowy warstwy naskórka oraz komórek warstw głębszych. Dodatkowo regularny peeling poprawia wchłanianie aktywnych substancji z kosmetyków nakładanych po takim zabiegu. Peeling jest konsystencji lekko-kremowej z delikatnymi drobinkami. Mimo to podczas masażu czuć lekkie uczucie ścierania. Nie jest to jednak drażniące czy mało komfortowe. Wręcz przeciwnie, zabieg mimo że wykonany w domu, jest bardzo relaksujący. Zapach peelingu jest dość świeży, delikatny i rozluźniający.


    Bardzo polubiłam się z tym peelingiem. Po użyciu skóra jest miękka, oczyszczona i nawilżona. Nie pozostawia tłustego filtru ale też i nie wysusza. Ani razu mnie nie podrażnił. Daje bardzo przyjemny, naturalny efekt czystej skóry. Po tym już tylko ulubiony krem bądź maseczka i jest idealnie ;-) Czy warto zainwestować te 20 kilka złoty? Warto.

15 października 2014

Stópki jak nowe!

   Hej! Znów miałam urwanie głowy, zdarzało się, że zostawała w domu. Ale mimo zabiegania i braku czasu wszystko idzie gładko i po myśli. Cały czas do przodu ;-)
    Atopowe zapalenie skóry i stanie całymi dniami nie sprzyjają w dbanie o piękne stopy. Całe szczęście pojawiły się w mojej kosmetyczce kremy She Foot. Gwarantują na prawdę natychmiastową pomoc w pielęgnacji szorstkich, popękanych i nie odżywionych stopach.  Dziś na tapecie kosmetyk, który pokochałam razem z rodziną od pierwszego użycia. Serio!

20 maja 2014

Żeby tapety było mniej, czyli moja pielęgnacja twarzy

    Bo chyba o to chodzi, żeby makijaż podkreślał urodę a nie maskował kontury twarzy. Na prawdę podobamy się bardziej facetom (tym prawdziwym) kiedy jesteśmy w 99% naturalne. Ten jeden procent to drobne poprawki typu ufarbowane włosy (przecież też musimy mieć coś od życia) czy zamaskowanie tej wielkiej diody na czole. Nikt nie jest doskonały i każda z nas ma większe bądź mniejsze problemy skórne.
   Akurat z moją twarzą nie jest najgorzej jeśli chodzi o trądzik, bo mam skórę suchą, lekko naczynkową, która szybko zmienia kolory z bladego na czerwony. Plus do tego mam jasne brwi i rzęsy. I chociaż nie bardzo lubię się malować, żeby wyglądać względnie kobieco te rzęsy dziabnę tuszem. Brwi malować nie lubię wiec zwyczajnie robię hennę. Teraz jednak zawzięłam się i smaruję brwi olejkiem rycynowym. Może wzmocnią się i przyciemnieją (tak, wierzę w cuda).
   Od ponad miesiąca, kiedy minęła chandra zimowa i przesilenie wiosenne, wzięłam się za porządki z moją cerą. Teraz jest dużo mniej zaskórników, skóra mniej zmienia kolory i jest względnie nawilżona. Zdarzają się pojedyncze wypryski, ale szybko się goją. Czemu to zasługuję? Staram się pić więcej wody, zielonej herbaty oraz pokrzywy i skrzypu. Pożeram również siemię lniane. Jednak nie jest to jeszcze regularne. Regularnie, systematycznie oraz nawet kiedy mi się nie chce (z drobnymi odskoczniami), używam właśnie tego:

18 maja 2014

Peeling nawilżający do rąk od Eveline

    O tym, że nie lubię kremować rąk wiedzą chyba niemal wszyscy. Wyjątek stanowił krem z Tołpy, ale nie widziałam go dawno w promocji (tak, skąpa jestem) więc nawilżanie dłoni poszło na daleki plan. Ale że pracuję w miejscu takim a nie innym, skóra na kończynach górnych lubi się przesuszać. Z drobną odsieczą idzie wtedy peeling do rąk 8w1 od Eveline.

10 maja 2014

Kolastyna Refresh- płyn do demakijażu oczu

   Los chciał, że nie miałam zbyt dużo pieniędzy, a akurat skończyły mi się specyfiki do demakijażu oczu. Bo jeśli nawet skórę twarzy oczyszczę żelem czy mydłem, tak zmyć rzęsy tymi cudami trudno. Tak! Jeszcze jest sposób z kolonii w Jarosławcu! Rzęsy potraktować najzwyklejszym kremem z Nivea. Tusz cudnie schodzi z rzęs bez większych podrażnień. Ale może nie cofajmy się 6 lat wstecz...
   Zatem potępiona przez zbieg wydarzeń, weszłam do outletu kosmetycznego w moim cudownym świętym mieście i moim oczętom ukazał się właśnie ten płyn do demakijażu oczu z Kolastyny. Razem z małą tubką balsamu do ciała kosztował nie więcej jak 10zł.

1 maja 2014

Joanna rzepa: czy aby na pewno kuracja wzmacniająca?

   Nieustannie od jakiegoś dłuższego czasu męczy mnie znowu zapalenie skóry. Okropne swędzenie, krostki i coś w rodzaju łupieżu na głowy doprowadza mnie do furii. Zwieńczeniem tego była wizyta w dermatologa a raczej mocne rozjuszenie byka w mej postaci. Zdało się słyszeć tylko `niestety karta nie odczytuje, musi pani iść do NFZ i wyjaśnić` i `k*rwa mać` brzmiące w mojej głowie.
   A pogorszyło się oto przez ten płyn w tej świetnej buteleczce.

23 lutego 2014

Nowości w pudle z kosmetykami zwanym kosmetyczką

   Dobra. Znowu mnie poniosło z zakupami. Dobra, miałam nie kupować. Ale przecież tego mi brakuje, to mi potrzebne, a to po prostu ładne. Chyba dołączam się do NAOMI. Zdecydowanie. Jeszcze tylko kupię coś do demakijażu i strefa wolna od zakupów.




   Żel kojący zaczerwienienia z  Pharmaceris był za 14,99 w Superpharmie a że mam ostatnio mały problem z tym, zainwestowałam. Obym się nie rozczarowała. Dermomask to moje ulubione maseczki i co z tego że 30+ ja mam teraz przebarwienia i czerwone ryło. Kupione również w SP za skandaliczne 5,49 ale Hebe w moim świętym mieście zamknięte z powodu remontu i nie wytrzymałam, kupiłam. 
   Odżywkę z Glisskura chyba miał każdy, ale nie ja. Więc dobra, daje to 9,99. Przecież to nie majątek. W outlecie kosmetycznym za siedem zyla w moje ręce trafił jedwab z Green Pharmacy. Luuuubię to. 
   Różowe lakiery to konieczność, mimo, że mam już ich dziesiątki. Golden Rose RICH COLOR (szkoda że ja nie jestem RICH chyba że ten z Foresterów) i to słodkie różowiątko z Paese <3 
   Kosmetycznie to chyba tyle z ostatnich tygodni. Szmaty, tzn. ciuchy kupuję bez wahania, bo jak nie teraz, to kiedy :)


4 lutego 2014

Miłość od pierwszego posmarowania czyli regenerujący krem- koncentrat do rąk, Tołpa

   -20 stopni na dworze, a ja- inteligentna młódka, bez rękawiczek. Chyba wiadomo co mi się przytrafiło z tego tytułu. Tak, otóż to: suche, szorstkie, popękane dłonie. Od zawsze mam bzika na punkcie dłoni i paznokci więc to był cios w serce- szorstkie dłonie. Nigdy żaden krem nie pomagał mi ze spierzchniętymi dłońmi, aż do czasu kiedy bratowa pokazała mi to cudo:






   

2 lutego 2014

Koniec końców czyli denko cz.V

   Miesiąc zaczynam od końca, czyli krótko mówiąc, jak w tytule: denko.

 1. Odżywka awokado, masło karite, Garnier- Nigdy wcześniej nie miałam tego specyfiku i raczej mnie nie zachwycił. Za to włosy po nim dobrze się rozczesywały.
2. Szampon do włosów, Babydream- delikatny i jednocześnie dobrze oczyszczający szampon. Dobry do codziennej pielęgnacji nie tylko włosów.
3. Jedwab w płynie, Green Pharmacy- mega wydajny! Miałam go dobre pół roku. Włosy po nim się tak nie puszą, chroni je przed szkodzącymi czynnikami z zewnątrz. I ładnie pachnie :-)
4. Szampon ziołowy, Fitomed- o tym była mowa TUTAJ
5. Maskaz jedwabiem, Kallos- długo męczyłam ten słój. Nie żałowałam maski na włosy. Zapach mnie nieco drażnił, włosy się dobrze rozczesywały ale efektu wow u mnie nie było.
 6. Żel do higieny intymnej, Lirene- bardzo sobie chwalę, doskonale odświeżał, łagodził podrażnienia i nie wysuszał.
7. Olejek do kąpieli, Yves Rocher- pięęęęęęęękny zapach i przyjemna piana. Niestety mało wydajny, ale za to cudownie odpręża i nawilża skórę.
8. Płyn do kąpieli, Orginal Source- czekolada i mięta, cudo! Aż się rozmarzyłam na myśl o kąpieli z tym cudem!
9. Antycellulitowy żel do mycia ciała, AA- gwarantuje orzeźwiającą kąpiel, jednak nic więcej poza czystością nie powoduje ;-)
10. Tonik antybakteryjny, Ziaja- jak na moje problemy z cerą jest wystarczający.
11. Plyn micelarny, BeBeauty- hit biedronkowy, cóż więcej pisać. To moje drugie i na pewno nie ostatnie opakowanie.
12. Krem głęboko regenerujący, Ziaja- O tym będzie więcej, bo jestem nim zachwycona!
13/14. Zmywacz do paznokci, Eveline/Delia- Obydwa produkty według mnie mają jeden poziom. Ten poziom na kórym jest Isana chyba nic nie pobije.

   Uzbierało się nieco przez grudzień i styczeń. Muszę pokończyć to co zaczęłam w końcu. Jeszcze trochę starości mam w pudłach :) Jak wasze denka?

13 stycznia 2014

Z żaby w księżniczkę czyli maseczka Dermaglin

   Ahoj marynarze!
Przez chwilę byłam szczurem lądowym, ale wracam na okręt i znów będę wilkiem morskim!
   Natłok zdarzeń, pracy i brak czasu na cokolwiek spowodował, że zaniedbałam tylko blog, ale
i siebie. Pomyślałam więc, że jeśli wrócę do regularnego pisania, wróci razem z tym systematyczne dbanie o swoją fizyczność, psychikę i samopoczucie.
   Mam bardzo dużo zaległych postów do opublikowania i mam nadzieję, że w końcu znajdę czas na to wszystko. Ale nie o tym dziś, zatem zapraszam do lektury.

   Tak jak wspomniałam wyżej, przez zaniedbania i złe nawyki odżywiania, moja cera znacznie się pogorszyła. Nie mając czasu na codzienne ceregiele, które dają świetne efekty, postawiłam na maseczki. Jedną z moich ulubionych jest ta z Dermaglin. Do wyboru jest oczyszczająca, do cery dojrzałej oraz trądzikowej. Skusiłam się na tą ostatnią mimo, że trądziku jako takiego nie mam, ale pojedyncze wypryski, które długo się goją i no bądź co bądź ozdobą nie są. Poza tym moje zatkane pory aż się prosiły o mocniejszy atak.

   Normalna cena czyli niewiele mniej jak 6zł nie zachęcała, jednak promocja w Rossmanie (niewiele ponad 4zł) skusiła mnie na zakup dwóch saszetek, które starczają na 4 użycia. Może i byłoby z tego więcej, ale glinka zasycha błyskawicznie w otwartej saszetce. Dwa dni i praktycznie nic nie można z niej wycisnąć, a konsystencja jest dość gęsta, więc powinno starczyć na długo dłużej. Jednak i tak uważam, że jest warta ceny regularnej.

   Kaolin Clay, Aqua, Propylene Glycol, Aloe Barbadensis Extracts, Avena Sativa Bran Extract, Dehydroacetic Acid. 
   Krótki skład zachęca, bo jest w nim biała glinka, ekstrakty z aloesu i owsa oraz dwa składniki chemiczne, które nie są szkodliwe dla naszej skóry, ale mogą wywołać reakcje alergiczne. U mnie dzieje się to jednak, kiedy przytrzymam za długo maseczkę. Producent mówi o 20 minutach, ja czasami jak się zapomnę trwa to i godzinę, dzięki czemu mam oczyszczoną twarz- owszem, ale zaczerwienioną i przesuszoną. Te 20-30 minut działa cuda- czyli kiedy korzystamy zgodnie z zaleceniami. Skórę mam wtedy gładką, czystą, wyraźnie jaśniejszą i promienistą. Maseczki nakładam zwykle wieczorem, więc zaraz po umyciu i  stonizowaniu skóry nakładam krem z Ziaji z witaminą C. Rano twarz jest w stanie niemal doskonałym. W procesie maseczkowania jednak jest się żabą:
   Maseczka tak jak mówi producent oczyszcza, złuszcza stary naskórek, odżywia, wpływa na zmniejszenie krostek i zapobiega powstawaniu nowych. Skórę mam mieszaną  ale trądziku brak. Sporadyczne krosty i zatkane pory- owszem. Skutecznie z tym walczy. Jednak jeśli nie doda się do pielęgnacji podstaw- nic nie pomoże na dłuższą metę.

30 listopada 2013

Chciejlista

   Hej! Jako że za bardzo roztarmoniłam pieniądze w listopadzie, na grudzień przygotowałam sobie chciejliste. Są to rzeczy nieco droższe i mam nadzieję, że coś z nich mi Św. Mikołaj przyniesie. Jeśli nie- przejdą na kolejny miesiąc. Oczywiście nie doliczam innych pierdółek za mniej niż 10zł bo to pewnie tak będzie zmywacz do paznokci, waciki itp. Chociaż od nowego roku myślę czy nie zrobić eksperymentu na sobie "nie wydaj więcej niż 50zł na kosmetyki". Może być ciekawie :)
Oto moja chciejka:
Tangle Teezer
Olejek Khadi
Olejki do oczyszczania twarzy
Słuchawki Sony
Trylogia Tolkiena "Władca Pierścieni"
Jeansowa koszula

Jak Wasze zachcianki? :)

29 listopada 2013

Listopadowe zakupy kosmetyczne!

   Hej! W tym miesiącu przyszalałam z zakupami. W grudniu chyba jakiś odwyk by się przydał, tym bardziej że już wszystko mam. Może tylko skuszę się na puder Synergen i krem Ziaja z witaminą C. Chyba że nadarzy się jakaś wyjątkowa okazja. A nadarzy się bo 2 grudnia dzień darmowej wysyłki ;-)
   Oto co wypędziło pieniądze z portfela i osadziło się w kosmetyczce.
    Bardzo lubię ten zapach to w końcu sobie na nie pozwoliłam. Różowe perfumy Pumy są u mnie.
 
    Skromne dwa lakiery fioletowy Rimmel i nude z Wibo
    Coś na czym ostatnio mam bzika: szminki! Eliksir nr. 6 oraz Rimmel lasting finish nr 077.
    Nie wiem czemu uparłam się na tego Rimmela ale skusiłam się na Wake me up oraz nowość Stay Matte.
    Oczy podrasuje tuszem Pump Up oraz kredką z Lovely oraz eyelinerem i cieniem z Miss Sporty.
   Na ten róż czaiłam się od dłuższego czasu. W końcu doszło do spodziewanego i tym sposobem Bourjois numer 74 jest w mojej kosmetyczce i na policzkach.

   Teraz tworzę sobie chciej-listę bo jak tak bez zastanawiania się będę wydawać to nie starczy na ciuchy a ich też trochę kupiłam w tym miesiącu :-)

25 listopada 2013

Płyn micelarny arnica od flos-leku

   Trzyma mnie ostatnio w tej tematyce, ale skoro dostałam tyle płynów micelarnych, to je testowałam i zużywałam. Ten otrzymałam na spotkaniu w Częstochowie. Flos- lek zawsze mi się dobrze kojarzył i chętnie używam produktów tej firmy. Jak płyn micelarny z arniką dla skóry naczynkowej wpadł w moje ręce, nie mogłam doczekać się aż go wypróbuje. Później niestety nie było tak kolorowo.
  Płyn ma za zadanie usuwać zanieczyszczenia, makijaż a przy tym wzmacniać naczynka, poprawić krążenie i złagodzić podrażnienia. Zmywać- zmywał. Ależ to była tortura dla oczu! Że szczypał w twarz, jakoś przeżyję, ale jak dostało się go trochę więcej do oczu to była istna masakra! Tak więc mimo to, że nie zapychał tak jak było to w przypadku micelarnego z Eveline, skóra była oczyszczona i nie kleiła się, ale niestety pieczenie było męczarnią. 
  Butelka jest wygodna, zamykanie na klik, dobre dozowanie. Cena tego płynu to około 10-15zł. Nie jest bardzo wygórowana a wydajność jak na płyn do demakijażu, który robi się codziennie, całkiem dobra. Bardzo ubolewam, że tak bardzo piecze mnie w oczy.
 Szukam dalej ideału! :( A Wy miałyście ten płyn? Sprawdził się?

11 listopada 2013

Nawilżający płyn micelarny od Eveline

   Zauważyłam ostatnio, że stan mojej cery strasznie się pogorszył. Oczywiście lekka zmiana trybu życia przyczyniła się do tego, jednak zawsze staram się zmyć makijaż przed pójściem spać. Odkąd skończył mi się micel z biedry, używam tego specyfiku otrzymanego na jednym ze spotkań blogerek.

    Miało być pięknie a wyszło jak zawsze. Płyn w prawdzie zmazał wszystko przy użyciu 4 czy 5 wacików, w zależności ile nałożyłam szpachelek. Nie rozmazuje tuszu do rzęs, a faktycznie się go pozbywa. Z kredką jest troszkę gorzej, ale da się to przeżyć. Nie szczypie, nie uczula i generalnie moje oczy są na tak.
    Buteleczka z pompką to dla mnie zbawienie, bo namiętnie wylewam coś ze słoiczków, buteleczek i czasami coś za kołnierz. Ale ideałem to nie jest, o nie. Zazwyczaj przy naciskaniu wacikiem na pompkę coś się uleje. Ja zawsze mam wszystko wokół w kropelkach micelarnego. Ot, taki paradoks. Nie wylewa się ale ulewa mu się czasem, owszem. 
 

   Faktycznie, płyn zmywa makijaż, ale jest to dla mnie uczucie lepkości i zapychania skóry, aniżeli nawilżenia i odświeżenia. Po tych kilku tygodniach jestem w stanie stwierdzić, że zdecydowanie ten płyn nie jest dla mnie. Mam czerwoną, tłustą i pełną zaskórników buzię. Zdecydowanie nie pasujemy do siebie. Idziesz do kosza.
Teraz na nowo muszę walczyć o porcelanę :)

12 października 2013

Niszcz pryszcz!

   Nigdy nie miałam dużych problemów z trądzikiem, pryszczami, zaskórnikami i tym podobnymi niedoskonałościami. Wiadomo, czasami coś wyskoczy nieprzyjemnego ale rzadko kiedy zostawało to na mojej buzi na dłużej. Ostatnio jednak pryszcze goiły się dłużej, cera była widocznie zmęczona, poszarzała i "bez życia". Po kuracji Niszcz pryszcz jednak wszystko wróciło do normy. A może
i nawet krem wyrobił normę w 150%?
    Tubeczkę 30g za 18zł niesie Pan Jeż. Jednak, że nie chciał zawstydzać swoją cerą, użyczył jedynie futerka- kolcy. Tak, to nie typowy jeż.  Niszcz pryszcz, krem na dzień  otrzymałam od firmy Kosmetyki DLA. Kremy są naturalne, bez używania barwników i innych chemicznych wspomagaczy. Cena nie powoduje zawrotów głowy bo w stosunku do wydajności jest na prawdę dobra. Krem używam codziennie i nadal nie widać, żeby się kończył. W zestawie miałam kilka próbek kremu na noc. Jednak kiedy się skończyły, krem używam co któryś dzień jako maseczkę na noc. Szczególnie wtedy kiedy widzę, że nieprzyjaciel się pojawia u bram.
    Ta walka zawsze kończy się zwycięstwem z dobrymi łupami. Zazwyczaj kremy przeznaczone do skóry trądzikowej wysuszają, ten krem nic podobnego nie czyni. Odwar z wierzby oraz olej jojoba skutecznie dbają, aby skóra była nawilżona. Napar z krwawnika oraz AHA lekko wybielają cerę
i zaskórniki. I to jest szczera prawda. Moje okropne czarne kropki zniknęły z nosa i brody jak za pomocą różdżki. Dodatkowo olej z ogórecznika i alantoina przyspiesza gojenie się ran.
   Jak widać na załączonym wyżej obrazku tubka ma wygodny dozownik który pozwala wycisnąć tyle kremu ile nam trzeba. A trzeba tyle ile pokazałam- odrobina i cała buzia jest doskonale pokryta kremem. Konsystencja jest lekka, krem ma odcień brudnej żółci i fantastycznie się wchłania. Nie pozostawia tłustego filtru i smug. Jest idealny pod podkład. Zapach jest bardzo miły dla nozdrzy.
  Stan mojej skóry po używaniu tego kremu widocznie się zmienił na lepsze. Cera jest rozświetlona, promienna ale nie tłusta czy świecąca. Doskonale nawilżona i odżywiona, bez zaskórników czy pryszczy a co idzie za tym- gładka. Teraz coraz częściej wychodzę spokojnie z domu bez makijażu. Zasługa jest to również zmianie demakijażu i innych zabiegów na twarz. O tym może w kolejnym poście :)
  Miałyście ten krem, planujecie zakup?

17 września 2013

Maska peel-off z acerolą i witaminą C

   Jakiś czas temu otrzymałam do przetestowania maseczkę peel-off z firmy BioCosmetics. Bardzo lubię maseczki, więc chętnie je testuję i używam. Ta wydawała się dla mnie idealna bo przeznaczona dla cery z rozszerzonymi naczynkami, zmęczona, sucha. Nakładała ją również moja mama oczekująca pozbycia się zmarszczek. Chociaż troszkę :)
    Zacznę nietypowo od efektów. Otóż, moja cera jakoś bardzo się nie odmieniła, ale zaskórniki nieco się wybieliły, skóra była gładka i przyjemna w dotyku. U mojej mamci jednak ta maseczka okazała się strzałem w dziesiątkę i gołym okiem widać, że jej służy! Zmarszczki są wygładzone, cera pojaśniała i tak jakoś wygląda promienniej.
    Jak przygotować maseczkę przedstawione jest na zdjęciu. Ja dodam od siebie, że na prawdę dobrze trzeba rozmieszać proszek z wodą. Inaczej robią się nieprzyjemne grudki, które skutecznie uniemożliwiają bycia maseczką peel-off. Zapach ma średnio przyjemny jak to bywa z maskami algowymi, ale nie jest to tak męczący zapach jak tradycyjna spirulina.
    Ta proszkowata maseczka znajduje się w bardzo wygodnej saszetce z zamykaniem na "suwaczek". Mnie ta forma bardzo odpowiada, nic mi się nie zacięło, nie wysypało i jestem zadowolona.
     Maseczkę trzeba szybko nałożyć zaraz po dokładnym wymieszaniu razem z wodą. Jak zastygnie- nie ma bata, nie roztrzepie się jej na nowo. Dobrze wymieszana fajnie się nakłada i nie proszkuje się na twarzy. Zaznaczam: jeśli DOBRZE rozmieszamy. Polecam trzymać maseczkę na buzi tak jak mówi producent: do 20 minut. Ja przez nieuwagę potrzymałam raz dłużej i miałam zajebiście czerwoną buzię. To jedyna przygoda, bo zazwyczaj efektem jest jasna buźka ;-) Maska bardzo fajnie się zdejmuje, ale jednak trzeba twarz przemyć z pozostałych na niej resztek maski.
Po więcej informacji zapraszam TUTAJ
     Jak się Wam widzą tego typu maseczki?

16 września 2013

Szampon arganowy prosto z Pachnącej Krainy

   Po krótkim okresie leniuchowania blogowego, powracam! Mało ostatnimi czasy było recenzjo kosmetycznych, a przecież trochę tego zużywam. Dzisiaj zatem szampon,który otrzymałam na spotkaniu blogerek w Katowicach. Możecie sobie przypomnieć relacje dzięki TEMU i TEMU postowi.
   Pierwszy raz miałam do czynienia z arganem. Słyszałam w prawdzie o jego zaletach, ale nie miałam okazji go kupić i przetestować na sobie. Z pomocną ręką przyszła Pachnąca Kraina i upominkami na spotkaniu. Trafił mi się właśnie szampon arganowy. 
   Buteleczka jest szklana, ma nakrętkę i korek zabezpieczający. W pierwszej chwili poirytowałam się, że szampon nie chce lecieć, ale okazało się, że jestem durnowata i po prostu korek zabezpieczający trzeba wyjąć. Jest to przydatne przy przewożeniu go, jednak raczej szklanej butelki nie wezmę do torby podróżnej. Butelka cieszy oko, jest taka trochę "vintage", aczkolwiek w mojej łazience pełnej kafelków, półek, ceramicznej wanny i umywalki- nie czuje się bezpiecznie. Jeśli ktoś ma dziurawe ręce- polecam przelać do czegoś bezpieczniejszego. Chociaż szklana, ciemna butelka lepiej chroni właściwości arganu.
   Sądziłam, że konsystencja będzie bardziej jak olej rycynowy, całe szczęście okazało się inaczej. Szampon jest jak najbardziej ciekły (ale nie przesadnie!) i można wylać na łapkę tyle ile się chce. 
A wiele nie trzeba, bo szampon genialnie się pieni. Wystarczy odrobina i można umyć spokojnie włosy. Przy okazji pachnie całkiem przyjemnie! 
   Jak szampon zaczął mi się tak pięknie pienić, zastanowiłam się czy to nie zasługa jakiś wstrętnych detergentów. Niestety na butelce nie ma składu, a karteczkę z opisem gdzieś zawieruszyłam, więc posiliłam się na stronie sklepu informacjami. O właśnie TUTAJ można poczytać. Ale zaznaczę, że w składzie nie ma SLS i SLES, jest za to 20% oleju arganowego. Cena nie jest wygórowana, bo za taki wydajny kosmetyk zapłacimy tylko 18zł.
   Jakie efekty? Włosy są oczyszczone, nawilżone, miękkie. Wyglądają bardzo zdrowo, fale na włosach po tym szamponie są obłędne! Skóra głowy mnie nie swędzi, ba! Nawet poprawiła się jej kondycja. Nie ma wpływu na przetłuszczanie się. Jednak włosy strasznie się po nim plątają. Niezbędna będzie odżywka pomocna w rozczesywaniu. Do codziennego stosowania  mam wrażenie się nie nadaje, chyba, że faktycznie macie włosy suche, połamane i potrzebujące wyjątkowej pielęgnacji. Wtedy będzie idealny. 
Ja traktuję nim włosy co około drugie, trzecie mycie i stan włosów jest dużo lepszy, chociaż od jakiejś dłuższej chwili nie mam problemu z jakimiś mega suchymi i zniszczonymi włosami. Widzieliście to w poprzednim poście :) 

28 sierpnia 2013

Tumdumdum! Paczuszkii!

   Hej! Dobra, "za darmo" brzmi pysznie, więc przedstawiam Wam nowości otrzymane w ramach tak zwanej współpracy. Paczuszki przyszły do mnie w nieodległej przeszłości, więc prezentuję je i zabieram się do testowania :)
    Maska peel-of z algami od Biocosmetics.
    Produkty z Isadory wygrane u Makiaz w ramach współpracy z Bangla.pl
   Oraz najbardziej wyczekiwana paczuszka od KosmetykiDLA. Otrzymałam serię Niszcz pryszcz i wiąże z nimi nadzieję na wspólne pozbycie się zaskórników :)

  Cieszą mnie każde otrzymane produkty i tak jest również z tymi. Miałyście coś z tych kosmetyków?

27 sierpnia 2013

Spotkanie blogerek w Częstochowie cz.II

   Cześć! Post z upominkami otrzymanymi na spotkaniu w Częstochowie dopiero teraz, gdyż prezenty nie były wcale fotogeniczne. Z odsieczą przyszedł Timbuś- mój pluszak z przedszkola i uratował sytuację. Jak zawsze zresztą ;-) Mimo że jest sprany, zmechacony i ma stare spodenki szyte przez mojego starszego brata- kocham go nadal. {Tego wielkiego miśka od Ciebie Rafał też kocham :* }
Ale przechodząc do sedna postu:
    Bransoletka od  firmy Bariza średnio przypadła mi do gustu, jednak moja mamcia przygarnęła ją do siebie i już nie jest taka samotna. Ani bransoletka ani ręka mamy ;)
    Szminka z Quiz również powędrowała do mamci, jednak zdarzy się, że i zagości na moich ustach. Lakier- klasyk nie jeden raz będzie na moich pazurach.
    Nie powiem żebym nie była bardzo zainteresowana działaniem tego serum. W niedalekiej przyszłości się z nim zmierzę! Bardzo dziękuje za serum firmie Colway :)
   Lakier, cień i błyszczyk od Paese bardzo przypadły mi do gustu. Utwardzacz świetnie daję rade jako baza pod lakier kolorowy. Póki co więcej powiedzieć nie mogę :)
    To już kolejna porcja mydełek od Barwy :) Bardzo mnie to cieszy, bo mydełka są super! A różowych długopisów nigdy za wiele :)
    Upominki od Oriflame czyli mydełko, mini balsam uniwersalny oraz próbki.
    Ponadczasowy Biały Jeleń i żel do mycia ciała oraz próbka żelu do mycia twarzy.
    Od Bath &Body Works otrzymałyśmy mgiełkę zapachową i żel-piankę do mycia rąk. Pachną obłędnie!
    Timbera nie widać za prezentami od Flos-leka. Balsamy wykorzystam następnego lata a maseczki już nie ma. Wchłonęła mi się w twarz :)
   Lustereczko oraz kolorówka jest od Finess Cosmetics. Baaaaardzo polubiłam się z tą czerwoną pomadko-błyszczykiem. Jakże jestem zdziwiona, że się tym maluję ;)
    Timbuś dzielnie prezentuje krem od SwitPharma, zabrakło na zdjęciu maseczek kremów dla skóry dojrzałej, ale mamuśka już niemal je zużyła...
    Kawę od Boulangerie wypili rodzice pod moją nieobecność, muszę wierzyć na słowo, że była baaardzo dobra. Na pocieszenie został mi cudny kubeczek. Kubeczków jak i długopisów nigdy za wiele :)
   A na koniec spóźnione prezenty od Eveline :)

To było bogate w prezenty spotkanie. Zdecydowanie :)