Z żaby w księżniczkę czyli maseczka Dermaglin

   Ahoj marynarze!
Przez chwilę byłam szczurem lądowym, ale wracam na okręt i znów będę wilkiem morskim!
   Natłok zdarzeń, pracy i brak czasu na cokolwiek spowodował, że zaniedbałam tylko blog, ale
i siebie. Pomyślałam więc, że jeśli wrócę do regularnego pisania, wróci razem z tym systematyczne dbanie o swoją fizyczność, psychikę i samopoczucie.
   Mam bardzo dużo zaległych postów do opublikowania i mam nadzieję, że w końcu znajdę czas na to wszystko. Ale nie o tym dziś, zatem zapraszam do lektury.

   Tak jak wspomniałam wyżej, przez zaniedbania i złe nawyki odżywiania, moja cera znacznie się pogorszyła. Nie mając czasu na codzienne ceregiele, które dają świetne efekty, postawiłam na maseczki. Jedną z moich ulubionych jest ta z Dermaglin. Do wyboru jest oczyszczająca, do cery dojrzałej oraz trądzikowej. Skusiłam się na tą ostatnią mimo, że trądziku jako takiego nie mam, ale pojedyncze wypryski, które długo się goją i no bądź co bądź ozdobą nie są. Poza tym moje zatkane pory aż się prosiły o mocniejszy atak.

   Normalna cena czyli niewiele mniej jak 6zł nie zachęcała, jednak promocja w Rossmanie (niewiele ponad 4zł) skusiła mnie na zakup dwóch saszetek, które starczają na 4 użycia. Może i byłoby z tego więcej, ale glinka zasycha błyskawicznie w otwartej saszetce. Dwa dni i praktycznie nic nie można z niej wycisnąć, a konsystencja jest dość gęsta, więc powinno starczyć na długo dłużej. Jednak i tak uważam, że jest warta ceny regularnej.

   Kaolin Clay, Aqua, Propylene Glycol, Aloe Barbadensis Extracts, Avena Sativa Bran Extract, Dehydroacetic Acid. 
   Krótki skład zachęca, bo jest w nim biała glinka, ekstrakty z aloesu i owsa oraz dwa składniki chemiczne, które nie są szkodliwe dla naszej skóry, ale mogą wywołać reakcje alergiczne. U mnie dzieje się to jednak, kiedy przytrzymam za długo maseczkę. Producent mówi o 20 minutach, ja czasami jak się zapomnę trwa to i godzinę, dzięki czemu mam oczyszczoną twarz- owszem, ale zaczerwienioną i przesuszoną. Te 20-30 minut działa cuda- czyli kiedy korzystamy zgodnie z zaleceniami. Skórę mam wtedy gładką, czystą, wyraźnie jaśniejszą i promienistą. Maseczki nakładam zwykle wieczorem, więc zaraz po umyciu i  stonizowaniu skóry nakładam krem z Ziaji z witaminą C. Rano twarz jest w stanie niemal doskonałym. W procesie maseczkowania jednak jest się żabą:
   Maseczka tak jak mówi producent oczyszcza, złuszcza stary naskórek, odżywia, wpływa na zmniejszenie krostek i zapobiega powstawaniu nowych. Skórę mam mieszaną  ale trądziku brak. Sporadyczne krosty i zatkane pory- owszem. Skutecznie z tym walczy. Jednak jeśli nie doda się do pielęgnacji podstaw- nic nie pomoże na dłuższą metę.

17 komentarzy:

  1. Miło, że znowu jesteś ;) Też sobie dzisiaj zrobię maseczkę, a co!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę najpierw skończyć moją marokańską,która jest na prawdę wydajna! Wtedy zastanowię się nad tą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no cudna minka :D a maseczkę bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetne są takie maseczki
    Dzis również maseczka i u mnie zagości na twarzy

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie hitem jest domowa maska z kurkumy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam kilka razy i bardzo ją lubiłam.
    Świetnie matowała buzię i oczyszczała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie zauważyłam, że Cię długo nie ma i nie ma... ! ;-)
    Co do maseczki, sto razy lepsze są z Dermominerały, podzielone na dwie osobne i w dodatku za 4 złote, polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to nie jest ten sam producent ? ;>

      Usuń
  8. trądziku też nie mam, ale skusiłabym się, wyglądasz w niej genialnie ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. nie znam tej maseczki, ale wszelkie glinki uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie używałam jeszcze tej maseczki, ale bardzo lubię oczyszczającą z Ziaji:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Rzeczywiście jak żabka wyglądasz ;)
    Ja chcę ją wypróbować dopiero :)

    OdpowiedzUsuń
  12. uwielbiam glinki w każdej postaci :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za chęć wyrażenia opinii :)
Postaram się odpowiedzieć komentarzem na komentarz :)