Kolastyna Refresh- płyn do demakijażu oczu

   Los chciał, że nie miałam zbyt dużo pieniędzy, a akurat skończyły mi się specyfiki do demakijażu oczu. Bo jeśli nawet skórę twarzy oczyszczę żelem czy mydłem, tak zmyć rzęsy tymi cudami trudno. Tak! Jeszcze jest sposób z kolonii w Jarosławcu! Rzęsy potraktować najzwyklejszym kremem z Nivea. Tusz cudnie schodzi z rzęs bez większych podrażnień. Ale może nie cofajmy się 6 lat wstecz...
   Zatem potępiona przez zbieg wydarzeń, weszłam do outletu kosmetycznego w moim cudownym świętym mieście i moim oczętom ukazał się właśnie ten płyn do demakijażu oczu z Kolastyny. Razem z małą tubką balsamu do ciała kosztował nie więcej jak 10zł.
    Kolastyna zapewnia że kosmetyk jest odpowiedni dla wrażliwych oczu, był testowany okulistycznie, jest bezzapachowy i nie zawiera parabenów. Owszem, nie podrażnił ani ani nawet troszkę. A przy moich zmęczonych komputerem, sztucznym światłem i klimatyzacją oczach to cud. Ze zmywaniem makijażu również radził sobie całkiem nieźle. Może też i dlatego, że nie używam za wielu kosmetyków kolorowych przy malowaniu ślepek, ale jednak jednym wacikiem czasami dało się zmyć obie paczałki. Płyn nie zostawia tłustej warstewki ani nie wysusza. Jest bardzo w sam raz.
   Uwielbiam kiedy w moje ręce wpadnie produkt zamykany na klikniecie. Nie trzeba się babrać, męczyć czy szukać zgubionej nakrętki pod szafą. Ta forma jest dla mnie idealna właśnie przy kosmetykach do demakijażu i chwalmy Kolastynę za użycie tego przy płynie do demakijażu! Dozuje się bardzo przyjemnie, nalewamy na wacik tyle płynu ile chcemy. Produkt z tą zaletą i wymienioną wcześniej- skutecznym oczyszczaniem `za pierwszym razem` jest bardzo wydajny. Zatem produkt dokonały do zmywania lekkich makijaży. Nie wiem do końca jak sprawi się przy tych odświętnych, wieczorowych malowidłach, ale z tymi dziennymi radzi sobie świetnie. 
     
   Rozłożyło mnie przeziębienie... Zatem skoro nie byłam w pracy tylko leżę w łóżku cały dzień, zabieram się do jedzenia budyniu z malinami i odpalam Harrego Pottera ;-) A w trakcie pisania towarzyszył mi Lao Che z pasującym jak ulał utworem: 

15 komentarzy:

  1. całkiem fajny produkt za niewielkie pieniądze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie miałam, ale wydaje się bardzo przyjemny :) szybkiego powrotu do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Narazie mam swojego ulubieńca z Garniera :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki ładny zielony kolor ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj kiedyś słuchałam LaoChe :) Harrego uwielbiam :D !

    OdpowiedzUsuń
  6. czyli idealny dla mnie, bo mocno się nie maluję, a mam wrażliwe oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może kiedyś się na niego skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam okazji go używać. Obecnie używam do demakijażu płynu micelarnego z Garniera i jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też wole takie zamykania.

    OdpowiedzUsuń
  10. ciekawy, prosty i niedrogi produkt:)

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też go jeszcze nie miałam okazji uzywać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za chęć wyrażenia opinii :)
Postaram się odpowiedzieć komentarzem na komentarz :)